Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Kawa i croissaint
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 18, 19, 20  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Nie 17:14, 03 Mar 2013    Temat postu:

Chociaż zwykle fanfici piszę w pracy, by mi czas lepiej mijał - to chyba dzisiaj napiszę 1 połowę finału.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:28, 03 Mar 2013    Temat postu:

megan napisał:
Cytat:
Odcinek specjalny, podsumowujący prace nad serialem, z aktorami, zawierający wywiady z nimi, tajniki produkcji, krótki objazd miejsc kręcenia serialu, wrażenia producenta i widzów, fragmenty deleted scenes lub bloopersy etc.

Zwyczajnie PODSUMOWANIE.


Jak już to wcześniej Q.m.c. zauważyła, w takich chwilach Mikołajek jest niezastąpiony Smile

A poza tym, to: Ale się porobiło...
Poukładany Matt i ta... Vivian. Samo ich małżeństwo nie miało szans, a teraz on ją pocałował, to nie ma sensu. .

ODCINEK Z WYCIĘTYMI SCENAMI Exclamation Laughing

Cytat:
Nie podoba mi się, w jakim kierunku zmierza ten ff
Spokojnie... Cool Myślę, że Granmor jest świadomy tego, że jak Kath nie będzie ostatecznie szczęśliwa to ktoś się tutaj bardzo zdenerwuje i tym kimś będę ja Cool :p

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Nie 18:07, 03 Mar 2013    Temat postu:

Pierwsza połowa finału. I już wiadomo, jakiemu serialowi Granmor składa hołd finałem.

- Seryjna randkowiczka? - spytała Maggie, podnosząc wysoko obie brwi. Pokiwałam głową.
- To ja. To ile ja miałam mężów, ile kochanków – przerwróciłam oczyma teatralnie.
- Katherine, podaj mi swoją dłoń- mruknęła Maggie, wyciągając swoją. Podałam grzecznie dłoń – Byłaś niegrzeczna!

Szybko cofnęłam dłoń, spojrzałam na nią z urazem. Maggie uśmiechnęła się chytrze.
- Pani doktor, porozmawiajmy poważnie.
- Trudno rozmawiać poważnie! - poskarżyła się Maggie – No dobrze. Rozmawiała Pani z nim?
- Nie odbieram – przyznałam wzruszając ramionami – Ja tak naprawdę, nie wiem co mam mu powiedzieć.
- Ale go Pani kocha?
- Kocham – potwierdziłam, z zdziwieniem zauważając, że taka deklaracja przyszła mi łatwo.
- Wierzy Pani w to, że już tego nie zrobi? - spytała Maggie spogladając na mnie przenikliwym wzrokiem – Oczywiście, zakładając, że się nie rozstaniecie. Bo jeżeli się rozstaniecie, na pewno zrobi to jeszcze nie jeden raz.... a ja mu wtedy dam swój numer telefonu.
- Pani doktor! - krzyknęłam zdenerwowana – Wierzę, że by tego nie zrobił – zerknęłam na zegarek – Musimy kończyć, Sophie chciała bym się pojawiła w kawiarence. Nie wiem dlaczego.
- Możemy już skończyć, ja myślę, że Pani wie, co musi zrobić – oznajmiła enigmatycznie Maggie.

Wiedziałam? Oczywiście, że wiedziałam. To było tak oczywiste, że zupełnie nie rozumiałam nad czym się zastanawiałam. Podziękowałam psycholog za dzisiejszą wizytę i wsiadłam do samochodu. Kierunek? Moja kawiarenka, w której byłam umówiona z Sophie. Przez ostatni czas rzadko się spotykałyśmy, Sophie była z Normą a ja zajmowałam się swoimi sprawami. W końcu znalazłam się przed kafejką. Zaparkowałam i weszłam do środka. Przy stolikach siedziało kilku klientów. Moją uwagę przykuł jednak jeden stół, który stanowił połączenie kilku innych. Przy stoliku siedziała Maria Elena, która paliła papierosa, Shannen, Sophie, Norma oraz Dylan.

- Co się dzieje? - spytałam nieco oszołomiona, Sophie uśmiechnęła się wstając.
- Kathy! Czekałyśmy na Ciebie – oświadczyła podstarzała Marilyn i przejęła moją torebkę- Siadaj!
- Soph, co się dzieje? - powtórzyłam zmieszana. Inni klienci już też się patrzyli.
- Och, Kath! Siadaj po prostu no! - zniecierpliwiła się Sophie.

W końcu siłą zostałam zaprowadzona na jedno z krzesełek. Sophie uśmiechała się promiennie, chwyciła za dłoń Normę i przytuliły się. Kompletnie nie miałam pojęcia o co chodzi, więc po prostu bez słowa czekałam na to, co będzie dalej.

- Jak wiecie...... ja i Norma, jesteśmy razem – oznajmiła szeptem Sophie.
- No i ostatnio... - przerwała jej Norma z podobnym uśmiechem – Rozmawiałyśmy o tym wszystkim, o miłości, o Was, o nas.
- I postanowiłyśmy..... - kontynuowała Sophie, a ja wpatrywałam się w nie. Promieniały szczęściem.
- Wziąć ślub! - dokończyła myśl Norma. Zbiorowisko bab, które było przy naszym stoliku krzyknęło głośno z wrażenia i wszystkie zaczęłyśmy bić brawo – Już tej jesieni!

Tego kompletnie się nie spodziewałam, podeszłam do Sophie i przytuliłam ją mocno.
- Gratuluję – szepnęłam jej do ucha.
- To wszystko dzięki Tobie, Kath! - odpowiedziała entuzjastycznie Sophie.
- Jak to? - spytałam marszcząc brwi. Nie miałam pojęcia jak ja na to wpłynęłam.
- To Ty pokazałaś mi, jak się cieszyć życiem, nawet jeśli zostało nam kilka dni na spędzenie na ziemii – Sophie dyskretnie wytarła łzę – Dałaś mi siłę, żeby powiedzieć o sobie głośno.
- Nie – zaprzeczytałam, czując jak też zaczynam ryczeć – Zawsze ją miałaś w sobie. Nie znałaś swojej własnej siły.
Sophie rozpłakała się totalnie, właściwie na tym etapie już wszystkie płakałyśmy. Kiedy tylko Sophie dała mi spokój i znów mogłam oddychać nie czując silnego uścisku, postanowiłam też coś ogłosić.

- Czy mogę coś ogłosić? - spytałam starając się brzmieć bardzo... czysto, głosem nie zabarwionym emocjami – choć wszystko się we mnie już gotowało. Wszystkie dziewczyny zamilkły. Patrzyły teraz na mnie.

- Bardzo się cieszę, że Sophie i Norma biorą ślub. To naprawdę, wspaniałe – uśmiechnęłam się do nich raz jeszcze – Ale... muszę ogłosić coś, co sprawi, że być może przestaniecie mieć tak radosne odczucia – spojrzałam na swoje wystrzałowe szpilki, które miałam założone i kontynuowałam myśl – Jak wiecie, mój mąż dokonał bardzo głupiego.... czynu. A ja... mam z nim dziecko i bardzo go kocham. Postanowiłam wiec – nie udało się, na tym etapie wypowiedzi, wycierałam już dyskretnie łzy – Postanowiłam mu więc wybaczyć. Ale jeżeli chcę, by to wszystko grało, nie mogę mieszkać tutaj, w Bostonie. Dlatego też wracam do Paryża. Jutro, wieczornym lotem – spojrzałam na sufit kawiarenki – Więc, jeżeli jesteście zainteresowani kupnem tej kawiarenki, albo mojego domu to... wszystko jest już wystawione na sprzedaż w firmie Shannen którą prosiłam, by nie nic Wam nie mówiła zanim ja nie będę mogła.
- Ty o tym wiedziałaś?! - wybuchnęła Maria Elena, obrzucając Shanenn srogim spojrzeniem.
- To tyle..... - jęknęłam i szybkim krokiem udałam się w stronę toalety damskiej.


Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, starajac się oddychać głęboko. To było bardzo trudne, nikt zresztą nie mówił, że będzie łatwo. Zupełnie jak wtedy gdy....go poznałam.

-Co podać? - zapytał mnie po francusku, a ja kompletnie nie miałam pojęcia, co powiedział. Nie wiem, czy był to wpływ tego, jak chłopak wyglądał, czy tego, że po prostu słabo znałam język. Nie odpowiedziałam na pytanie, zamiast tego uśmiechałam się do niego jak głupia do sera. No co?! Nie patrzcie tak na mnie. Też byście czuły się jak w niebie. Facet wyglądał jak z okładki żurnala.
-Pytałem co podać – powtórzył ponownie, rozbawiony tym, jak się w niego wpatruję – Ty kompletnie nie masz pojęcia, co mówię, co nie?
-Ee? - powiedział tyle słów, że kompletnie nie miałam pojęcia co się dzieje – Mówisz po angielsku?

Facet zmarszczył brwi, po czym pokiwał głową kilkakrotnie, za każdym razem z większą pewnością. Uśmiechnęłam się do niego-

-W takim razie poproszę kawę latee, a do tego kremówkę.
- Co? - teraz to on nie zrozumiał co mówię. Wiem jednak, że starał się znaleźć wspólny język, bo zadał mi to pytanie po angielsku – Latte? I...iii..... I? I co?
-Tak. Latte. I kremówka – powiedziałam nieco wolniej, tak by chłopak podłapał o co chodzi.
-Jeden moment – odpowiedział sięgając do kieszeni, wyciągnął z niej telefon komórkowy. Coś napisał klawiaturą qwerty, po czym z zadowoloną miną, nacisnął jakiś przycisk na ekranie dotykowym telefonu. Usłyszałam sztuczny, mechaniczny głos, prawdopodobnie jakiegoś programu do tłumaczeń:
-Nie rozumiem tego, co mówisz później – oznajmił komputerowy głos. Roześmiałam się głośno, na co mężczyzna również odpowiedział szerokim uśmiechem. Poprosiłam go gestem o ten telefon, po czym napisałam po angielsku – co automatycznie zostało przetłumaczone na francuski.
- Kremówka. Ciasto z kremem – kiedy komputerowy głos powiedział to po francusku, mężczyzna roześmiał się głośno i palnął się mocno w głowę.
- Tak, tak. Już się robi! - ten zwrot po angielsku powiedział bez większych problemów. Najwyraźniej często go używał.Uśmiechnęłam się widząc jak chłopak gorączkowo próbuje przygotować moje zamówienie, a na dodatek poczułam coś, czego do końca nie mogłam wytłumaczyć.

Z mojego wspominkowego nastroju wybudziła mnie Sophie, która kopnięciem otworzyła drzwi do toalety. Spojrzałam na nią wzrokiem pełnym bólu, ona jednak miała w oczach wściekłość. Nigdy bym się nie spodziewała, że jest w stanie na kogokolwiek się gniewać.

- I to tyle?! - spytała podniesionym tonem – Ogłaszasz takie coś i co? Myślisz, że wszystko jest okej?
- Mhm, mhm – pokiwałam głową kilkakrotnie, nie chcąc wybuchnąć jak ona – Właśnie to myślę. A co miałam niby zrobić? Wiesz, jak jest sytuacja.
- Wiem! - syknęła Sophie – Mogłaś mi powiedzieć wcześniej! Po tych wszystkich perypetiach, chyba jestem Twoją przyjaciółką prawda?
- Jesteś – przyznałam i znów spojrzałam na swoje odbicie w lustrze- Przepraszam.
- Więc.... wracasz do Paryża? - spytała już spokojniej Sophie.
- Tak trzeba zrobić, to jedyne sensowne rozwiązanie- oznajmiłam wpatrując się w lustro.
- Jutro odbędzie się ślub, mój i Normy. Chcę byś na nim była.
- Wrócę na jesieni – odpowiedziałam zrezygnowana.
- A co jeżeli nie? - spytała Sophie, kompletnie jej teraz nie poznawałam – Zależy mi na tym, byś tam była. Zorganizujemy go tutaj, w kawiarence. A na jesieni, zorganizujemy w wielkim kościele. O której masz samolot?
- Dwudziesta druga czterdzieści – oznajmiłam.
- Bądź gotowa na dziewiętnastą – po tych słowach, Sophie wyszła z toalety.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:13, 03 Mar 2013    Temat postu:

Cytat:
A ja... mam z nim dziecko i bardzo go kocham. Postanowiłam wiec – nie udało się, na tym etapie wypowiedzi, wycierałam już dyskretnie łzy – Postanowiłam mu więc wybaczyć. Ale jeżeli chcę, by to wszystko grało, nie mogę mieszkać tutaj, w Bostonie. Dlatego też wracam do Paryża.
Aaaah wraca do Paryża! Kath w końcu będzie cholernie szczęśliwa



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4651
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:46, 03 Mar 2013    Temat postu:

Granmor napisał:
wiadomo, jakiemu serialowi Granmor składa hołd finałem.
(...)
A na jesieni, zorganizujemy w wielkim kościele. O której masz samolot?
- Dwudziesta druga czterdzieści – oznajmiłam.
- Bądź gotowa na dziewiętnastą – po tych słowach, Sophie wyszła z toalety.


Czyżby "Gotowe na wszystko"? Premiera drugiego sezonu i rozmowa Lynette z Niną Fletcher o pracę?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Nie 19:52, 03 Mar 2013    Temat postu:

Nie..... inny serial. Zdradzę po dopisaniu drugiej połowy, bo teraz byście obejrzeli finał tego serialu i wszystko wiedzieli! Tzn... większość, bo na sam koniec mam niespodziankę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:56, 03 Mar 2013    Temat postu:

eeee dlaczego nawiązanie do DH? Chyba nie pamiętam tej sceny Rolling Eyes
Nie wiem kompletnie do jakiego serialu są nawiązania, więc strzelam, że SMASH xD Laughing ale pewnie przeoczyłam coś bardziej oczywistego ;p


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Nie 19:59, 03 Mar 2013    Temat postu:

Ten finał jest wręcz wrednie zerżnięty.... ale to tylko objaw miłości.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:16, 03 Mar 2013    Temat postu:

hahah ale ze SMASH?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Nie 20:20, 03 Mar 2013    Temat postu:

Nie no, tam finał sezonu 1 dział się w Teatrze.... w Bostonie. Nie ze Smash.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:25, 03 Mar 2013    Temat postu:

yhhhhh...chyba mam zaćmienie w takim razie

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Pon 11:38, 04 Mar 2013    Temat postu:

Wieczorem zaczęłam pakować rzeczy moje i Patricii, takie no wiecie, najpotrzebniejsze. Resztę spakuje firma przeprowadzkowa a następnie po prostu wyśle do Paryża. No więc pakowałam akurat swoją bieliznę w salonie, a Patricia wpatrywała się we mnie badawczym wzrokiem. Nie do końca ogarniała co się dzieje, ja zresztą też nie. No i wtedy ktoś zapukał do drzwi, zamknęłam walizkę i poszłam otworzyć drzwi. Po drugiej stronie stał Andre, który patrzył na mnie zaintrygowany.

- To prawda? - spytał krótko.
- Prawda – potwierdziłam wpuszczając go do domu.
- On wie? - wyjątkowo dobrze trzymały się go dzisiaj króciutkie pytania.
- Wie, dzwoniłam – pokiwałam głową kilkakrotnie – Czeka na nas. Andre, Andre, nie ma czym się smucić. Ty i tak tutaj nie mieszkasz! - parsknęłam śmiechem wycierając łzę z policzka. Wyjątkowo płaczliwa wtedy byłam – Więc... spójrzmy na to, jak na okazję do nadrobienia zaległości. Okej?
- Okej – Andre uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na swoją bratanicę – Jest piękna.
- Jest – potwierdziłam – Jutro pojawisz się na zaślubinach Sophii i Normy, prawda?
- Tak, tak, będę – zapewnił mnie Andre, ale teraz miał w głowie bawienie się z Patricią, a nie ze mną – To dosyć nagła decyzja, nie sądzisz?
- Andre, kotku. A co ja mam zrobić, jak mój mąż chwilę jest bez nadzoru i przelizuje się z inną? - prychnęłam głośno – Muszę ratować moje małżeństwo.
- Tak, wiem – Andre potwierdził z smutnym uśmiechem i dalej bawił się z dzieciakiem – Nie będzie Ci szkoda tego.... domu?
- Nigdy nie powiedziałam, że nie będzie.


Następnego dnia wszyscy biegali po kawiarence jak opętani. No tak, zorganizowanie ślubu w jeden dzień nie jest zbyt łatwe, ale i tak było to mega zabawne. Nie uwierzycie – ja go nie organizowałam. Po prostu, wszyscy uznaliśmy, że mam ważniejsze rzeczy na głowie. Zadzwoniłam do Matta i powiedziałam mu, że samolot mam o dwudziestej drugiej czterdzieści – oświadczył, że będzie koczował na lotnisku do rana, bo tego wymaga jego pokuta.

Wkrótce nastał wieczór. Ja zaszyłam się za kawiarenką, gdzie paliłam papierosa. Nie paliłam od ciąży. Szybko mnie jednak namierzono. To była Sophie, ubrana w białą, letnią sukienkę. Uśmiechnęła się niewinnie, tak jak tylko ona i Marilyn potrafiła, a potem wyrwała mi z rąk papierosa. Zaciągnęła się i szybko wykaszlała dym.

- Świństwo! - jęknęła oddając papierosa. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jak idą przygotowania? - spytałam zerkając za siebie.
- Och, jest dobrze – Sophie machnęła dłonią niedbale – Będzie dobrze, prawda?
- Pewnie. Norma jest wspaniała – pokiwałam głową kilkakrotnie.
- Mówię o Tobie, Kathy – przerwała mi wypowiedź moja własna Marilyn – Tyle poświeciłaś, by być tutaj z Mattem a teraz on...
- Popełnił błąd – teraz ja jej przerwałam – Nie powiem, że mnie to cieszy ale.... kocham go, on podobno mnie. Nie mogę po prostu tego olać i szukać szczęścia gdzie indziej. Młodsza się już nie staję.
- Och, no tak – Sophie pokiwała głową kilkakrotnie, a potem spojrzała na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma – A ile Ty masz właściwie lat?
- A co Ci do tego? - mruknęłam, Sophie podniosłą wysoko obie brwi – Nie mam 30stu lat. To tyle, co musisz wiedzieć.
- Och. I tak widziałam Twoje prawo jazdy – przyznała Sophie – Masz...
- Nie mów tego głośno! - przerwałam jej – Nie chcę, by ktoś się dowiedział.
- Ale tu nikogo nie ma.
- Wyznam Ci sekret.... - Kathy nachyliła się w stronę Sophie – Czasem czuję się obserwowana.
- Och! Naprawdę?
- Czuję, jakby ktoś wiedział o każdym moim kroku. To dziwne, prawda?
- Rozmawiałaś o tym z doktor Maggie? - spytała Sophie. Parsknęłam śmiechem.
- Nie, nie... dajmy temu spokój – wtedy za nami pojawiła się Shannen.
- Zaczynamy. Chodźcie – oświadczyła radosnym tonem.

Trudno było mówić o tradycyjnym ślubie w tym wypadku. Choć na miejscu był ksiądz, a wokół ludzie którzy zgromadzili się by połączyć świętym więzem małżeńskim... to jednak nie staliśmy w kościele, a w kawiarence. Spojrzałam na Andre, a potem chwyciłam go za dłoń. Odpowiedział na ten gest ścisnięciem delikatnie mojej dłoni. Ceremonia przebiegła gładko, wkrótce zaczęło się... namiastka wesela, z kawą i croissaintami w roli głównej. A ja wróciłam na tyły, by znów zapalić papierosa. Wkrótce pojawił się Andre.

- Hej – przywitał się i spojrzał na papierosa – Mogę jednego?
- Pewnie – podałam mu paczkę.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy?- spytał Andre z uśmiechem.
- No pewnie....

- Katherine, poznaj Andre. Andre jest moim bratem – odpowiedział z szerokim uśmiechem Matt. Spojrzałam na Andre z uśmiechem, po czym wyciągnęłam ku niemu dłoń. Andre odrzucił moją dłoń na bok po czym przytulił mnie gorąco. Matt za to zerknął na moją gazetę – To mam przeczytać?
-Tak, właśnie to. Nie rozumiem co napisał – odpowiedziałam, wciąż będąc w żelaznym ścisku Andre. W końcu na siłę odsunęłam się od chłopaka, a ten zaklaskał w dłonie.
-Jest obłędna! Niesamowita! Obłędna! W szlafroku, a taka piękna! - wychwalał Andre. Parsknęłam śmiechem. Matt za to wziął się za czytanie gazety, a miny, powiem Wam, nie miał ciekawej- To naturalny kolor? Taka piękna! Taka wspaniała. Na pewno taka utalentowana – mówił dalej Andre. Matt za to odpowiedział:
-A według recenzenta, jest Aniołem śmierci dobrej kuchni.
-Co?! - wrzasnęłam piorunując wzrokiem Matta- Co? CO? ŻE NIBY CO?! - wyrwałam mu te gazetę z rąk, ale nie potrafiłam nic przeczytać – Przeczytaj mi całość.

„Cafe Gateau ostatnio zostało opuszczone przez wielkiego Nathaniela. Postanowiłem odwiedzić to miejsce teraz, kiedy w tej paryskiej kawiarence brakuje ich wielkiego kucharza. Właściciel, młody człowiek, oznajmił, że kuchnię przejęła amerykanka – Katherine Mayfair. No pięknie! Amerykanka! Jakby u nas nie było dość bab-kucharzy! Ona jest aniołem śmierci dobrej kuchni, mówię Wam.

Wszyscy wiemy, czym się karmią amerykanie. DNA mają stworzone z fastfoodu. Czy Cafe Gateau czeka rewolucja fastfoodowa? Amerykanie to naród leniwy, na pewno dziewczyna użyje wielu składników w proszku aby uzyskać efekt jaki otrzymywał Nathaniel. Jedząc desery z których Gateau było sławne, w wykonaniu amerykanki, czułem się, jakbym gwałcił własne kupki smakowe. Nie, nie nie i jeszcze raz nie! Nie będzie nam Ameryka wysyłać nieudolnych kucharzy i wmawiać, że potrafią to, co nasi francuscy mistrzowie kuchni!

Z poważaniem dla czytelników, Jean”


Parsknęłam śmiechem przypominając sobie tę sytuację, spojrzałam na mojego towarzysza i zaciągnęłam papierosem. Widziałam jak dyskretnie wytarł łzę na policzku a potem również uśmiechnął się szeroko.

- Spędziliśmy wiele wspaniałych chwil razem, prawda? - spytałam znów patrząc gdzieś w oddal.
- Jean... - Andre parsknął śmiechem – Pamiętasz kim był Jean?
- Oczywiście. Tak przecież poznałam Charliego – odpowiedziałam pośpiesznie – To był facet...
- Był – odpowiedział rozmarzony Andre, a ja roześmiałam się głośno.
- Ale dobrze wybrałam, prawda? Pomimo tego, że.... - machnęłam dłonią przewracając oczyma.
- To mój brat więc.... znam go najlepiej ze wszystkich. Dobrze wybrałaś.
- Mam nadzieję, że przyjedziesz kiedyś do Paryża nas odwiedzić... będzie bliżej niż do Bostonu.
- Tak, przyjadę – potwierdził Andre – Przepraszam, że tak rzadko się pojawiałem no ale.... to jednak spora odległość.
- Jasne, rozumiem – pokiwałam głową.
- A teraz choćmy do środka, bo podobno ktoś ma śpiewać – parsknął śmiechem Andre.

Gdy wróciliśmy do środka kawiarenki, zauważyliśmy iż wszyscy siedzą i wpatrują się w miejsce w którym stało tylko jedno krzesełko. Uznałam, że pewnie tam usiądzie osoba występująca. Shannen wstała szybko z uśmiechem:

- Nie, ja nie śpiewam – zaprzeczyła szybko – Jak wszyscy wiemy, już za niedługo – Katherine wraca do Paryża. Uznałam więc... że tylko jedna piosenka moje dzisiaj zostać zaśpiewana. Nie przeze mnie, ale przez międzynarodową gwiazdę muzyki – w tym momencie wszyscy już byliśmy zaciekawieni, kim jest ta gwiazda – Dzwoniłam gdzie się dało cały dzień i... oto jest! Julie Walker!

Julie wyszła na scenę odziana w skórzany strój, tak jak od lat wychodzi na scenę. Jej włosy były śnieżnobiałe a twarz wyjątkowo gładka. Uśmiechnęła się do bardzo kameralnej publiki i machnęła dłonią. W drugiej dłoni trzymała gitarę.

- Hej... Katherine? - zagadała Julie próbując zauważyć, która z nas zareaguje na to imię. Ja machnęłam dłonią. Wokalistka odpowiedziała uśmiechem – Mam nadzieję, że wszystko Ci się powiedzie i dziś w nocy zapytasz męża... Voulez vous coucher avec moi ce soir ?

Roześmiałam się głośno, a Julie Walker na prywatnym koncercie zagrała nam Lady Marmalade. Ale w końcu wybiła ta godzina.... godzina rozstania. Wstałam więc i wyszłam znów przed kawiarenkę. Z jakiegoś powodu, czułam się tam o wiele lepiej, letni klimat ochładzał mi twarz no i wiecie. Znów zaczęłam wspominać...

- Matt? - zawołałam go głośno, stojąc na środku ołtarza i patrząc w zadziwione oczy Bruce'a – Czy Ty mnie wciąż kochasz?
- Eee? - jęknął zdziwiony Matt, z zakłopotaniem zauważając, że coraz więcej osób się na niego gapi – Tak.
- Jesteś tego pewien? - zapytałam wciąż patrząc na Bruce'a.
- Tak – potwierdził nieco pewniej Matt. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- No to spieprzamy, ruszaj się! - wrzasnęłam i zaczęłam uciekać w stronę wyjścia z kościołu. Nowa fala oburzenia rozeszła się po sali, usłyszałam jeszcze rechot Gabrielle i karcącego ją Carlosa. Matt chwilę siedział dalej na miejscu, obserwując mnie w roli uciekającej panny młodej. Po chwili dołączył do mnie w ucieczce. Przed czym uciekaliśmy? Nie wiem. Ale po chwili, cała ta sytuacja zamieniła się po prostu w bieg. Mogłam z nim biec na koniec świata.


Z tego nastroju wyprowadziło mnie to, że wszyscy weselni goście wyszli przed kawiarenkę. Spoglądali na mnie wyczekująco. Norma, Sophie, Shannen, Maria Elena, Andre..... Spojrzałam na nich i uśmiechnęłam się pod nosem.

- Więc.... muszę już iść, mój lot... jest niedługo – oznajmiłam zerkając nerwowo na zegarek – To nie jest pożegnanie! Pewnie nie raz tutaj przylecę, by Was odwiedzić... no i... zadzwonię – uśmiechnęłam się pod nosem, po czym przytuliłam do Normy.

- Nie znamy się długo, ale wierzę w to... że Sophie znajdzie przy Tobie szczęście, bo wydajesz się być spoko babką.... Normo Jean.
- Dziękuję – odpowiedziała Norma z uśmiechem. A ja spojrzałam na Sophie.
- Sophie, Ty dobrze wiesz jak Cię uwielbiam i.... - Sophie wybuchnęła płaczem, a ja automatycznie również – Widzisz, co się dzieje? Bądź szczęśliwa... po prostu.... okej?
- Okej... - wyjąkała Sophie, a potem przytuliła się do Normy. Następne w kolejce były Shanenn i Maria Elena. Maria Elena była już właściwie nabuzowana alkoholem, który nie wiem skąd wytrzasnęła.
- Dziewczyny... zawsze będę pamiętać o tym, jak byłyscie dla mnie wspaniałe. Dziękuję – przytuliłam je obie na raz a potem przeszłam do Andre.
- Andre – parsknęłam śmiechem, spojrzałam w niebo, starając się już nie płakać – Po prostu... musimy bardziej się starać, prawda?
- Prawda – potwierdził mężczyzna z uśmiechem. Przytulił mnie mocno, tak mocno, iż słyszałam jak jego serce zapieprza.

Kiedy już wszystkich uściskałam, spojrzałam na nich raz jeszcze i bez słowa odwróciłam się. Wiele smutnych momentów w moim życiu, narodziło o wiele piękniejsze, radośniejsze.... Więc ja teraz muszę już być szczęśliwa! Tak! Będzie dobrze! Będzie.... No bo dlaczego bym niby teraz płakała?



Małżeństwo Katherine i Matta przetrwało mały incydent, jakim później nazywano pocałunek z Vivian. Mieszkali wraz z córką w Paryżu. Katherine napisała drugą książkę, autobiograficzną, "Amerykanka w Paryżu". Książka stała się bestsellerem, a wkrótce potem nakręcono film kinowy. Laurain stała się wrogiem publicznym feministek, bowiem w każdym rozdziale książki wniosek był tylko jeden – szczęśćie Katherine zależało od tego, czy miała przy sobie kochającego faceta.
W wieku siedemdziesięciu lat, zachorowała na raka płuc. Mimo wstępnie pozytywnych wyników, Katherine zmarła w wieku 71 lat. Matt mimo iż był sporo młodszy od swojej małżonki, nigdy więcej się nie ożenił. Patricia otworzyła szkołę kulinarną w Paryżu. Croissainty które były najlepsze na Wisteria lane opanowały cały Paryż.


Andre wrócił do Kevina, do Holandii. Mimo obietnic, nadal rzadko odwiedzał Paryż. Zmieniło się to dopiero gdy Katherine zachorowała na raka. Wtedy Andre uznał, że jego najlepsza przyjaciółka potrzebuje jego pomocy. Zamieszkał w Paryżu, gdzie razem z Mattem opiekował się Katherine. Po jej śmierci załamał się, pozostał do końca życia w Paryżu przez co Kevin się z nim rozstał.


Sophie i Norma szczęśliwie żyły w Bostonie, w domu który wcześniej należał do Katherine. Urodził im się chłopak, którego nazwały Toby. Maria Elena do końca życia pozostała sama, odwiedzała więc często Sophie i Normę.

Serialem który zainspirował finał, był Ally McBeal.
_________________

Making of Season 1

Tak naprawdę, sezon pierwszy miał... być po prostu Kawą i Croissaintem. Pierwszym konceptem fanfictiona było to, iż zapełni się lukę fabularną pomiędzy wyjazdem Katherine Mayfair a jej powrotem na Wisteria lane i proponowaniem pracy Lynette. Seria ta była bardzo szczegółowo zaplanowana. Większość postaci od razu zaplanowanych, podobnie jak zwrotów akcji.

Dlaczego mówię "wiekszość"? Ano właśnie, tak naprawdę do bardzo późnego momentu pisania serii – sam nie wiedziałem kto jest tym jedynym dla Katherine. Początkowo to wcale nie miał być Matt, a Charlie. Ale zacznijmy od początku...

Pomysł był bardzo prosty, w szybki i stosunkowo bezbolesny sposób rozstać Robin i Katherine, tak aby ta mogła być samotna w wielkim mieście. Dlatego tez, pomimo tego, iż w "Gotowych na wszystko" wygląda na to, że Robin będzie ostateczną miłością dla Katherine, w Kawie i croissaint ma ona wątpliwości co do tego już w samolocie lecącym do Paryża.

Kolejna scena, gdy podczas deszczu Katherine trafia do kawiarenki, jest zainspirowana rozmową April Ryan z Charliem w grze "The Longest Journey". April pojawia się w sposób bardzo podobny w życiu Charliego. Jest jednak jedna różnica – zarówno Charlie, jak i April mówią po angielsku. Matt po angielsku nie mówił? A tak właściwie, dlaczego Matt ma na imię Matt?

Nie znam języka francuskiego, niestety, w Paryżu jeszcze nie byłem. Jednak gdy ćwiczę w Pure Fitness często na bieżni słucham Matta Pokory. Jego muzyka jest idealna do tego typu zadań, jak bieg przez 30 minut na bieżni, skoczność i dynamika muzyki napędza zmęczone ciało. Nie chciałem jednak, by Pokora [pomimo tego, że mi się podoba] był wzorem wyglądowym dla barmana Cafe Gateau. Te zadanie przydzieliłem Brennin Huntowi, nieznanemu wokaliście którego chyba jedynym osiągnięciem jest to, że szybko odpadł w amerykańskim X Factorze.

Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii – po napisaniu pilotowego "odcinka" uznałem, iż związek z takim facetem jest zbyt "bajkowy", a Katherine potrzebuje kogoś kto nie jest idealny, a co więcej – wredny. W ten sposób narodził się Charlie-Jean, który był haterem dla kuchni naszej głównej bohaterki.

Sam pomysł na to, jak Matt i Katherine początkowo się porozumiewali był związany z wywiadem Michaela Buble dla jakiejś telewizji. Mówił wtedy, że z swoją [przyszłą] żoną na pierwszych randkach rozmawiali właśnie przez translator. Uznałem to za coś romantycznego, a jednocześnie komicznego – idealnego więc dla tego fanfictiona.

Fanfiction ten bowiem miał stanowić pewnego rodzaju "pocieszenie" dla tych, którym się nie wiedzie. Życie Katherine zmieniło się kompletnie od czasu DH, a wpływ na to miały właściwie czyste przypadki. Może każdego takie przypadki czekają?

Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii – Vivian. Tak jak już kiedyś pisałem, dziewczyna była zainspirowana moją znajomą. Vivian jest postacią, która sama tak właściwie nie wie czego chce i tak zostaje do samego końca i jej nie udanego powrotu do serii, który szybko został usunięty z dalszej części opowieści. Dziewczyna jest bardzo zagubiona, ostatecznie nie ma swojego happy endu. Jednak biorąc pod uwagę to, jakie emocje wywoływała w Was, raczej nikt nie oczekiwał dla niej happy endu.

Kolejną ważną postacią był Andre. Zamysł był bardzo prosty – nic nie sprawdza się lepiej w "babskiej opowieści" niż gej. Choć jego dzieje były nieco na marginesie, jednak stanowił ważny element pierwszych odcinków fanfictiona. Wszystko się zmieniło, kiedy wyjechał do Holandii i pojawiał się głównie na ekranie Ipada. To oczywiście przyszło mi do głowy po obejrzeniu pierwszych odcinków Greys anatomy, gdzie na ekranie pojawiała się Yang.

Kolejną sprawą jest narracja....... pierwszym konceptem było to, iż Katherine po prostu opowiada wszystko desperatkom, siedząc na ganku Gaby w finale sezonu ósmego. Późniałem musiałem na bieżąco wymyślać kolejne osoby, którym opowiadała kolejne serie. Chyba jedynie ostatnia, czwarta, nie ma adresata fabularnego.


Nie można jednak zapominać o jeszcze jednym bohaterze/bohaterce fanfictiona, którym było miasto – Paryż. Mimo iż w Paryżu jak mówiłem, nie byłem – bazowałem na wszystkim tym, co wiem o tym mieście z filmów, gier komputerowych, seriali i tak dalej starajac się zbudować jak najrealistyczniejszy obraz pięknej, erotycznej metropolii jaki tylko mogłem.

O ile dobrze pamiętam, pierwsze mieszkanie Katherine, znajdowało się na Montmartre- czyli w legendarnej dzielnicy Paryża. To tam znajduje się między innymi Moulin Rouge – które Mayfair odwiedza.
Seks, moda i humor stanowiły pewnego rodzaju filary całego fanfictiona – które w mniejszym lub większym stopniu były w nim obecne do samego końca.

Następny Making of oczywiście bedzie o sezonie 2. Będzie ciekawiej.... bowiem ten sezon był udręką w pisaniu. W fabule nastapiło sporo zmian a ja nie do końca wiedziałem, co pisać w dalszych odcinkach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Granmor dnia Pon 11:40, 04 Mar 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:02, 04 Mar 2013    Temat postu:

Chyba nie potrafię jeszcze skomentować tego finału, więc po prostu informuję, że przeczytałam i mogę powiedzieć tylko jedno:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Granmor
The Voice



Dołączył: 01 Wrz 2006
Posty: 2645
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 45 razy
Skąd: Chorzów

PostWysłany: Wto 0:22, 12 Mar 2013    Temat postu:

Making Of Season 2


Sezon drugi "Kawy i Croissainta" był pierwszym momentem, kiedy seria zaliczyła kryzys. Tak jak wspominałem w poprzednim Making Of, pierwotnie – żaden sezon drugi nie był przewidywany. Jednak na fali popularności, szybko dokręcono nowe odcinki.

Punktów fabularnych było kilka – Katherine była żoną Charliego Browna, mieszkali w Rennes Le Chateau. Matt żył z Vivian, swoją ukochaną. Paryż odgrywał o wiele mniejszą rolę w tym sezonie. Co szybko przyczyniło się do spadku jakości fabuły.

Dana [siedząc na krzesełku gdzieś na planie]: "Fabularnie, sezon drugi zaczął się jakiś czas po pierwszym. Bardzo trudno jest napisać coś po happy endzie no i to... właśnie wyszło. Już podczas pisania pierwszego odcinka, scenarzyści doszli do wniosku, że związek Kathy i Charliego nie działa tak jak powinien".

Tak naprawdę scenarzyści nawet nie planowali psuć związku Kathy z Charliem, to po prostu samo napisało się w takiej formie. Nie było tam obecnego uczucia, Charlie był coraz bardziej odległy. Twórcy w pewnym momencie pogodzili się z myślą, że faktycznie ten związek po prostu nie może przetrwać.... było to mniej więcej w momencie gdy przyznali, że Charlie otacza się emocjonalnym murem.

"- Jutro, jadę do Paryża jutro. Zapomniałam o tych...... targach, wiesz. Musimy się do nich przygotować – Targi na których mieliśmy zaprezentować naszą firmę, tak naprawdę odbywały się za dwa tygodnie. Ale nie chciałam ani chwili dłużej spędzić w Chateau, gdzie kłóciłam się tylko z ukochanym.
- Odwieść Cię na lotnisko? - zapytał Charlie, który zupełnie nie przejał się tym, że zmieniłam moje plany w dosłownie kilka sekund.
-Nie, poradzę sobie – odpowiedziałam spoglądając na wzgórza za oknem samochodu – Kocham Cię, wiesz to, prawda?
- Wiem – potwierdził Charlie z uśmiechem.

W tym momencie, poczułam jak na stopę coś mi spadło. To była cegła z muru, którym powoli otaczał się Charlie. Wciąż byliśmy w sobie zakochani, to życie nam skomplikowało wszystko. "

W tym momencie też, pomimo wcześniejszych planów zakładających, że wszyscy są już szczęśliwie zakochani – Matt znów zainteresował się główną bohaterką, a odtwórczyni roli Vivian odeszła z serialu.

Ważnym miejscem akcji było teraz Rennes Le Chateau, gdzie Katherine kupiła za namową Lauraina chateau. Miasteczko pomimo tego, że było kreowane na wspaniałe słoneczne miejsce, gdzie nic się nie dzieje -w rzeczywistości jest oblegane przez turystów i amatorów tajemnic.

Rennes Le Chateau stanowi bowiem bardzo ważne miejsce w tajemnicy Świętego Graala oraz teorii jakoby Jezus Chrystus miał dzieci.

Dana [znów siedząc na tym stoliku] – No miejsce to wybrał nasz scenarzysta. On uwielbia tę teorię, ma na niej punkcie obsesję. Ciekawie było kręcić tam sceny. Tak czy siak, fabuła jednak w tej części była o wiele mniej przemyślana i to było widać.

Rzeczywiście, fabuła drugiej części była o wiele mniej przemyślana. Stąd pojawiła się między innymi postać Sophie, inspirowana poniekąd Marilyn Monroe. Pojawiło się również wiele innych elementów, które ewidentnie nie pasowały do całego serialu – jak wyprawa do Indonezji.

Making of sezonu 2 będzie miał kilka części, bo jest sporo do napisania. Oto pierwsza za nami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:42, 12 Mar 2013    Temat postu:

Niezła ze mnie 'fanka" skoro dopiero teraz komentuje finał, ale do rzeczy...
Cytat:
- Mówię o Tobie, Kathy – przerwała mi wypowiedź moja własna Marilyn – Tyle poświeciłaś, by być tutaj z Mattem a teraz on...
- Popełnił błąd – teraz ja jej przerwałam – Nie powiem, że mnie to cieszy ale.... kocham go, on podobno mnie. Nie mogę po prostu tego olać i szukać szczęścia gdzie indziej. Młodsza się już nie staję.
Ten cały "błąd" Matta nadal mnie denerwuje....w sumie zrobił jednocześnie za dużo i za mało xD Zdaję sobie sprawę jak to brzmi, ale w sumie pierwotne przemyślenia odnośnie spędzenia nocy z Vivian chyba nie były takie złe xp A co do samej Kath podobało mi się to, że w końcu była 100% pewna czego i kogo chce i była gotowa o to zawalczyć.
Cytat:
– A ile Ty masz właściwie lat?
- A co Ci do tego? - mruknęłam, Sophie podniosłą wysoko obie brwi – Nie mam 30stu lat. To tyle, co musisz wiedzieć.
- Och. I tak widziałam Twoje prawo jazdy – przyznała Sophie – Masz...
Tą kwestię pozostawiamy Mikołajkowi Wink
Cytat:
Ceremonia przebiegła gładko, wkrótce zaczęło się... namiastka wesela, z kawą i croissaintami w roli głównej.
Zwykłe, banalne zdanie, a cieszy xD
Cytat:

Kiedy już wszystkich uściskałam, spojrzałam na nich raz jeszcze i bez słowa odwróciłam się. Wiele smutnych momentów w moim życiu, narodziło o wiele piękniejsze, radośniejsze.... Więc ja teraz muszę już być szczęśliwa! Tak! Będzie dobrze! Będzie.... No bo dlaczego bym niby teraz płakała?
Gdzie jest rozmowa/powitanie/spotkanie Kath i Matta ja się pytam?! Ja rozumiem, że miało nie być powtórki ze spotkania z Charlim na lotnisku, ale czekałam na tę scenę końcową Sad
Cytat:
Laurain stała się wrogiem publicznym feministek, bowiem w każdym rozdziale książki wniosek był tylko jeden – szczęśćie Katherine zależało od tego, czy miała przy sobie kochającego faceta.
Przyznaję, że ten fragment jest aż za bardzo życiowy xP
Cytat:
W wieku siedemdziesięciu lat, zachorowała na raka płuc.
To jakaś przestroga na przyszłość dla palaczy? xD
Cytat:
Matt mimo iż był sporo młodszy od swojej małżonki, nigdy więcej się nie ożenił.
To z kolei zbyt romantyczne było
Cytat:
Po jej śmierci załamał się, pozostał do końca życia w Paryżu przez co Kevin się z nim rozstał.
Ja bym go chętnie przygarnęła

Cytat:

Sam pomysł na to, jak Matt i Katherine początkowo się porozumiewali był związany z wywiadem Michaela Buble dla jakiejś telewizji. Mówił wtedy, że z swoją [przyszłą] żoną na pierwszych randkach rozmawiali właśnie przez translator.
aaah oglądałam ten wywiad całkiem niedawno ale kompletnie nie skojarzyłam tego z KiC

Cytat:

Nie można jednak zapominać o jeszcze jednym bohaterze/bohaterce fanfictiona, którym było miasto – Paryż. Mimo iż w Paryżu jak mówiłem, nie byłem – bazowałem na wszystkim tym, co wiem o tym mieście z filmów, gier komputerowych, seriali i tak dalej starajac się zbudować jak najrealistyczniejszy obraz pięknej, erotycznej metropolii jaki tylko mogłem.
Byłam, uwielbiam i uważam, że klimat Paryża został świetnie oddany (dlatego też uwielbiałam odcinki, w których akcja toczyła się w tym mieście).

Cytat:
Punktów fabularnych było kilka – Katherine była żoną Charliego Browna, mieszkali w Rennes Le Chateau. Matt żył z Vivian, swoją ukochaną. Paryż odgrywał o wiele mniejszą rolę w tym sezonie. Co szybko przyczyniło się do spadku jakości fabuły.
Do spadku przyczynił się fakt, że Charlie miał być tym "jedynym" , a nagle im się nie udało Crying or Very sad ...ee czy ja mówiłam o jakimś spadku? To zwykłe przejęzyczenie

Cytat:
– Kocham Cię, wiesz to, prawda?
- Wiem – potwierdził Charlie z uśmiechem.

W tym momencie, poczułam jak na stopę coś mi spadło. To była cegła z muru, którym powoli otaczał się Charlie. Wciąż byliśmy w sobie zakochani, to życie nam skomplikowało wszystko.
Ojjj to zabolało nawet mnie xD

Cytat:
Pojawiło się również wiele innych elementów, które ewidentnie nie pasowały do całego serialu – jak wyprawa do Indonezji.
Jedz, módl się i kochaj 2 ....a raczej Jedz, pij i kochaj się 1.0

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 18, 19, 20  Następny
Strona 19 z 20

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin