Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Body of Proof Sezon 4
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:37, 26 Sie 2013    Temat postu:

Naprawdę przepraszam, bo początkowo nie planowałam zrobienia jednego wielkiego kopiuj ->wklej, ale kiedy siadłam do pisania w głowie miałam totalną pustkę. Nie wiem, może powinnam była wstrzymać się jeszcze kilka dni i pojawiłby się inny, może nawet lepszy pomysł, ale jestem w gorącej wodzie kąpana i chciałam jak najszybciej skończyć ten epizod, żeby móc iść dalej. Ze swojej strony mogę obiecać, że już nic takiego się nie powtórzy i, że będę się starała aby każdy kolejny odcinek był jeszcze lepszy od poprzedniego Smile i cieszę, że czytasz, bo to naprawdę wiele dla mnie znaczy Smile

Okej, nowy epizod, który mam nadzieję, że nikogo nie zawiedzie ani nie rozczaruje Smile wątek z Robin wciąż podobny do tego z serialu, ale bardziej ogólnikowy niż w poprzednim odcinku i bardzo krótki Smile


Body of proof sezon 4 odcinek 10 „Szokujące odkrycia czyli finał cz.1”


Tego dnia, podobnie jak przez cały tydzień, obudziły mnie mdłości.
Było sobotnie przedpołudnie. Razem z Kate miałyśmy pojechać na zakupy. To był jej pomysł. Chciała poprzebywać trochę ze swoją przyjaciółką, ale wiedziałam, że najbardziej zależy jej na wyciągnięciu ze mnie informacji na temat mojego związku z Tommym.



*************


Kate mieszkała w wielkim, jednorodzinnym domu na obrzeżach miasta. Uwielbiałam go. Czasem urządzałyśmy sobie w nim babski wieczór. Kiedyś we dwie, teraz była z nami Robin. W całym domu najbardziej podobała mi się kuchnia. Była wielka, przestronna i cała skąpana w bieli. Uwielbiałam w niej przebywać i patrzeć na gotującą Kate. Zawsze mogłam wtedy liczyć na coś pysznego, bo kto jak kto, ale Kate potrafiła gotować lepiej od mojej matki, a przecież wiadomo, że nikt nie gotuje lepiej od własnej matki.


W końcu stanęłam przed drzwiami domu Kate i zapukałam. Po jakichś trzech minutach usłyszałam przekręcany w drzwiach kluczyk. Zdziwiłam się. Było prawie południe, a ona jeszcze nie wyszła dzisiaj z domu?
Kiedy drzwi się otworzyły, zobaczyłam coś, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Kate miała na sobie szlafrok.
- Hej – uśmiechnęła się.
- Heeej… - odparłam zdezorientowana widokiem, jaki zastałam. – Obudziłam cię? – spytałam, wskazując na jej strój.
- Co? Nie. Ja po prostu… dłużej zostałam w łóżku – uśmiechnęła się zawstydzona.
- Ale pamiętasz, że byłyśmy dzisiaj umówione, prawda?
- Jasne – zaśmiała się. – Zaraz się przebiorę i możemy jechać.
W tym momencie obok Kate, pojawiła się Robin. Również w szlafroku.
- Cześć, Megan – uśmiechnęła się. – Witaj, kochanie – zwróciła się w stronę Kate, pocałowała ją i zniknęła gdzieś za drzwiami, a ja stałam z otwartymi ustami zszokowana tym, czego właśnie byłam świadkiem.
- Katherine Clementaine Murphy, czy jest coś, o czym chciałabyś mi powiedzieć? – wykrztusiłam w końcu, a blondynka tylko zacisnęła usta.


Tego dnia z zakupów nic nie wyszło. Co prawda pojechałyśmy z Kate do wielkiego centrum handlowego w centrum miasta, ale żadna z nas nie miała ochoty na zakupy. W końcu spasowałam i zabrałam Kate na kawę i lody.
- Więc, ty i Robin – powiedziałam grzebiąc łyżeczką w lodzie czekoladowym, który już prawie się rozpuścił. – Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie – rzuciła krótko. – Nie ma o czym rozmawiać. To świeży związek, nawet… nawet nie wiem, czy w ogóle można mówić o jakimkolwiek związku, Megan.
- Cóż. Kate, którą znam nie umawia się z kobietami.
- A może ja już nie jestem tą Kate, którą znasz? Może zmieniłam się i nawet o tym nie wiem. Ja sama siebie nie poznaję. Nie wiem, co się ze mną dzieje – mówiła przez łzy.
- Hej – uśmiechnęłam się do niej i wzięłam ją za rękę. – Nie zmieniłaś się. Po prostu dawno nie byłaś w stałym związku i może poczułaś, że Robin jest w stanie ci go zapewnić. Pragnienie bycia kochaną nie jest niczym złym – pogładziłam ją po dłoni i otarłam jej łzy. – Idź do toalety, ogarnij się, a ja tu na ciebie zaczekam. Będzie dobrze – uśmiechnęłam się. Będzie. Musi być dobrze.


Kiedy wróciłam byłam potwornie zmęczona. Zdążyłam zasnąć, kiedy zadzwoniła moja komórka. Tommy powiedział, że wpadnie wieczorem. Uśmiechnęłam się i ponownie zasnęłam.


***************


Obudziłam się zlana potem. Nie wiedziałam co wyrwało mnie ze snu. Czy był to zwykły koszmar, a może dźwięk niechcianego gościa penetrującego moje mieszkanie?
Odkąd na mój stół trafiła trzecia kobieta z poderżniętym gardłem, śladami po skrępowanych nadgarstkach i wyciętymi atrybutami kobiecości nie spałam spokojnie. Za każdym razem kiedy zamykałam oczy, widziałam te bezbronne, martwe kobiety leżące na moim stole. Najbardziej przerażało mnie to, że jakiś sadysta otwierał im jamy brzuszne i wycinał organy, kiedy jeszcze żyły i były świadome tego, że umierają. A kiedy zasypiałam, to ja stawałam się jego ofiarą. Widziałam jak podchodzi do mojego łóżka z uśmiechem na twarzy i skalpelem w ręku. Moje ręce i nogi były przywiązane do łóżka. Nie byłam w stanie się poruszyć, ani nic powiedzieć, bo moje usta były zaklejone taśmą.
Zawsze jednak budziłam się, zanim morderca wykonał pierwsze cięcie. Tak było i tym razem.


Zlana potem, wyjrzałam przez okno. Zaczynało robić się ciemno. Zadzwoniłam do matki, by sprawdzić czy z Lacey wszystko w porządku, wzięłam prysznic, ubrałam się w piękną, czerwoną, koronkową sukienkę i zrobiłam coś do jedzenia. Byłam tak zajęta, że nie miałam czasu myśleć o moim śnie i o Chirurgu, bo tak właśnie go nazwaliśmy.


Zanim się obejrzałam, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Uśmiechnęłam się.
- Cześć, kochanie – pocałowałam Tommy’ego na powitanie.
- Przyniosłem wino – uśmiechnął się, eksponując butelkę.
- Wejdź – uśmiechnęłam się. – Zrobiłam hamburgery. Niezbyt to romantyczne, ale wiesz, że nigdy nie potrafiłam gotować – zaśmiałam się.
Tommy nie zareagował na moje stwierdzenie. Spojrzał na mnie i zobaczył to, co starałam się ukryć.
- Nie wyglądasz dobrze – odparł zasmucony i pogładził dłonią mój policzek. – Ta sprawa cię dręczy.
- Nie mówmy o tym – położyłam dłoń na jego dłoni i zdjęłam obydwie z mojej twarzy. – Chcę spędzić miły wieczór ze swoim chłopakiem.


Siedzieliśmy na kanapie w salonie i rozmawialiśmy. Tommy pił wino, a ja sok pomarańczowy. Musiałam zrezygnować z alkoholu. Jeszcze nikomu o tym nie mówiłam, bo chciałam najpierw to potwierdzić, ale byłam pewna, że jestem w ciąży. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Nie byłam gotowa na dziecko.


- Megan, przyszedłem tutaj, ponieważ chcę cię o coś zapytać – Tommy chwycił mnie za rękę, a ja poczułam jak świat zaczyna wirować. Miałam ochotę uciec. Wiedziałam, co chce powiedzieć i wcale mi się to nie podobało. – Pomyślałem, że spytam o to od razu, no bo czemu by nie? Megan, czy chciałabyś…
- Nie – przerwałam mu w pół zdania. Wiedziałam o co chce mnie zapytać, a ja nie byłam gotowa na stanie się jego narzeczoną. – To za wcześnie. Nie jesteśmy ze sobą wystarczająco długo, a ja nie jestem na to gotowa – powiedziałam, wstając z sofy. – Przepraszam, muszę się przewietrzyć – chwyciłam kurtkę, kluczyki od samochodu i wyszłam z mieszkania, zostawiając w nim zszokowanego Tommy’ego, który dokończył swoją wypowiedź:
- … ze mną zamieszkać.
Niestety ja już go nie słyszałam. Zbiegłam po schodach i wsiadłam do samochodu.


Oddychałam głęboko. Miałam wrażenie, że ziemia osuwa mi się spod nóg. Byłam przerażona. Bałam się. Nie byłam gotowa. Bałam się, że po raz kolejny zostanę zraniona.
Strach mnie paraliżował. Dosłownie. Czułam, jak drętwieje mi lewa ręka. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie mogłam nią ruszać, a widok za szybą zaczął się rozmazywać.
Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, ale nie byłam w stanie nic przeczytać. Udało mi się odebrać.
- Megan, gdzie jesteś? – dopytywał Tommy. – Dlaczego tak nagle wyszłaś?
- Nie wiem co się dzieje, nie mogę się ruszyć, nic nie widzę! – krzyczałam, czując jak tracę kontrolę nad własnym ciałem.
Słyszałam głos Tommy’ego, ale nie byłam w stanie rozróżnić poszczególnych słów. Zbliżałam się do skrzyżowania. Chciałam zahamować, ale nie mogłam poruszyć nogą. Miałam wrażenie, że jest z betonu. Nagle wszystko zaczęło się ruszać. Moja głowa latała na wszystkie strony, a ja nie byłam w stanie utrzymać jej w jednym miejscu. Miałam drgawki. Chciałam, żeby to się już skończyło.
I tak też się stało.
Po chwili nic nie czułam.
A wszystko dzięki ciężarówce, która wbiła się w bok mojego samochodu…


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 10:44, 30 Sie 2013    Temat postu:

Cytat:
Strach mnie paraliżował. Dosłownie. Czułam, jak drętwieje mi lewa ręka. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie mogłam nią ruszać, a widok za szybą zaczął się rozmazywać.
Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, ale nie byłam w stanie nic przeczytać. Udało mi się odebrać.
- Megan, gdzie jesteś? – dopytywał Tommy. – Dlaczego tak nagle wyszłaś?
- Nie wiem co się dzieje, nie mogę się ruszyć, nic nie widzę! – krzyczałam, czując jak tracę kontrolę nad własnym ciałem.
Słyszałam głos Tommy’ego, ale nie byłam w stanie rozróżnić poszczególnych słów. Zbliżałam się do skrzyżowania. Chciałam zahamować, ale nie mogłam poruszyć nogą. Miałam wrażenie, że jest z betonu. Nagle wszystko zaczęło się ruszać. Moja głowa latała na wszystkie strony, a ja nie byłam w stanie utrzymać jej w jednym miejscu. Miałam drgawki. Chciałam, żeby to się już skończyło.
I tak też się stało.
Po chwili nic nie czułam.
A wszystko dzięki ciężarówce, która wbiła się w bok mojego samochodu…[

No NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE Shocked

Znowu?! Seriously?!... a myślałam, że to ja mam pecha w życiu xp


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:59, 31 Sie 2013    Temat postu:

Cytat:
No NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE Shocked

Znowu?! Seriously?!... a myślałam, że to ja mam pecha w życiu xp

Jakby to powiedziała moja najlepsza przyjaciółka: bywa Wink
A tak na serio to pech w życiu Megan dopiero się zaczął. Zwróć uwagę co jest przyczyną wypadku i co to może oznaczać...


EDIT:


Pomyślałam, że nie ma lepszego momentu na zakończenie wakacyjnej przygody z pisaniem niż ostatnie chwile sierpnia, tak więc oficjalnie… finał cz.2 Smile od tego odcinka zależy przyszłość(o ile takowa w ogóle będzie) BOP, więc mam nadzieję, że odcinek będzie godny prawdziwego BOP i oczywiście produkcji z Daną, no i że zostanie dobrze przyjęty:) ale już nie przeciągam, so…


Body of proof sezon 4 odcinek 11 „I żyli długo i…. czy aby na pewno?”



Ludzkie życie składa się z wyborów… Tak lub nie, w przód czy w tył, w górę czy w dół. Są wybory, które mają znaczenie. Kochać czy nienawidzić? Być bohaterem czy tchórzem? Walczyć czy poddać się? Żyć… czy umierać? To ważne decyzje i nie zawsze… leżą one w naszych rękach…


***************


Spałam. Byłam wykończona.
Ostatnie co pamiętałam, to oślepiające światła ciężarówki, uderzającej w mój samochód po stronie pasażera. Potem obudziłam się w szpitalu. Byłam na prochach bo nic nie czułam i nie byłam świadoma co się wokół mnie dzieje. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Kiedy otworzyłam oczy, leżałam na łóżku, a obok mnie siedział Tommy.
- Megan, obudziłaś się – szepnął, gładząc moje włosy. Syknęłam z bólu. Bolał mnie każdy mięsień. – Och, przepraszam – zabrał dłoń z mojej głowy. – Jak się czujesz?
- Co… co się stało? – wyjąkałam z trudem.
- Miałaś wypadek, ale jest już dobrze. Nie zaznałaś większych urazów, ale jesteś cała poobijana i trochę poparzona. Samochód zaczął się palić i jakiś mężczyzna cię z niego wyciągnął. Uratował ci życie.
To by wyjaśniało, dlaczego miałam wrażenie, jakby moje ciało było obdarte ze skóry.
- Ale nie martw się. Poparzenia są powierzchniowe i obejmują biodra, i brzuch. Chirurg plastyczny powiedział, że kiedy cię zoperuje nie będzie śladu.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale nie byłam w stanie otworzyć ust. Traciłam świadomość. Wiedziałam, że za chwilę znowu zasnę.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest – Tommy ciągle mówił, choć nie wiedział czy go słyszę. – Boże, gdyby coś ci się stało… Dlaczego wtedy wybiegłaś? Nie dałaś mi dokończyć pytania. Chciałem zaproponować wspólne mieszkanie. Uznałem…
Zasnęłam. Nie słyszałam już co do mnie mówił.


Chciał ze mną zamieszkać, a nie mi się oświadczyć. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Byłam taka głupia. Dlaczego nie potrafię dać się uszczęśliwić? On mnie kocha, nie chce mnie zranić, tylko chronić. Dlaczego nie ufam tym, którym powinnam? Dlaczego nie potrafię zaangażować się w związek z najcudowniejszym facetem na świecie?


********************


Nie wiem ile czasu minęło od wypadku, ale za każdym razem budziłam się na dłużej. Teraz nie spałam już od piętnastu minut i nie byłam zmęczona.
- Zerwałam z Robin – oznajmiła Kate, wchodząc do mojej sali.
Tommy pojechał do Lacey, a ja zostałam sama.
- Och, Boże, to straszne – powiedziałam, podnosząc głowę z poduszki. – Co się stało?
- Zrozumiałam, że jednak nie pociągają mnie kobiety – przyznała Kate.
- Uff – odetchnęłam z ulgą. – Wreszcie. Bo czasami patrzyłaś na mnie takim wzrokiem, że bałam się, że zaraz wyznasz mi miłość – zażartowałam, a Kate się roześmiała, ja też spróbowałam, ale za bardzo wszystko mnie bolało. Skrzywiłam się z bólu.
- Wszystko w porządku? – spytała przejęta Kate.
- Tak, tak, po prostu jestem cała poobijana i wszystko mnie boli, ale to nic takiego – uśmiechnęłam się. – Lepiej opowiedz, jak to się stało, że zerwałaś z Robin.
- Jak już powiedziałam, zrozumiałam, że nie pociągają mnie kobiety. No a poza tym, poznałam ostatnio bardzo fajnego faceta – uśmiechnęła się, a ja zrozumiałam, że to musi być naprawdę cudowny facet.
- Kto to? Tylko mi nie mów, że to jakiś kolega twojego brata, który z nim mieszkał, ale jego żona nie była z tego zadowolona, a ty zaproponowałaś, że może zamieszkać z tobą, bo masz wolny pokój.
- Mimo wszystko odpowiedź brzmi: nie – zaśmiała się. – Poznałam go już kiedyś, przy okazji sprawy, a teraz znowu się spotkaliśmy i nasze uczucie odżyło.
- Znam go?
- Jego nazwisko raczej nic ci nie powie – uśmiechnęła się Kate i w tym samym momencie do sali, raźnym krokiem wkroczył lekarz.
- I jak się dziś czujemy? – spytał radośnie.
- Dużo lepiej – odpowiedziałam wciąż słabym głosem, a Kate zabrała swój płaszcz i pożegnała się.
- Panie doktorze, co z moim dzieckiem? – spytałam, kiedy zostaliśmy sami.
- Jakim dzieckiem? – spytał zdezorientowany lekarz.
- Jestem w ciąży.
- Przykro mi, że muszę panią rozczarować, ale nie jest i nie była pani w ciąży.
- Nie, to nie możliwe – odparłam. – Wszystko się zgadzało. Poranne mdłości i wymioty, bóle głowy, zmiany nastroju… wszystko idealnie pasowało.
- Um… była pani neurochirurgiem, prawda? – zmienił temat.
- Tak – pokiwałam niepewnie głową. „Najlepszym” dodałam w myślach.
- Chciałbym prosić panią o konsultację – powiedział lekarz i pokazał mi prześwietlenia. Spojrzałam na nie i otworzyłam szeroko oczy.
- Glejak w płacie czołowym – stwierdziłam zafascynowana. – Obejmuje 46 pole Brodmanna. To niezwykły guz. Żaden chirurg nie zdecydowałby się na operację. To zbyt wielkie ryzyko. Ja… ja bym go zoperowała, operowałam dużo bardziej beznadziejne przypadki, ale nie operuję od czasu gdy… - zacisnęłam dłonie. – Słyszałam o innym znakomitym neurochirurgu. Nazywa się… Um… zaraz sobie przypomnę…
- Derek Shepherd – podpowiedział lekarz.
- Tak – uśmiechnęłam się, dając tym samym znak, że to właśnie o nim myślałam.
- Już tu jest. Potrzebujemy tylko zgody na operację.
- To wspaniale. Słyszałam o nim wiele dobrego. Powinien sobie poradzić – mówiłam pełnym entuzjazmu głosem. Nagle coś mnie zaniepokoiło. – Ale skoro on tu już jest, to czemu przyszedł pan do mnie?
- Wspominała pani o wymiotach, bólach głowy, zmianach nastroju… - zmienił temat lekarz.
- Doktorze, czyje to prześwietlenie? – spytałam.
- … a zanim doszło do wypadku miała pani drgawki. Czy przedtem była pani drażliwa i miała Problemy z podejmowaniem decyzji?
- Czyje są te prześwietlenia? – spytałam z naciskiem.
- Nie była pani w ciąży. Objawy są mylne.
- Doktorze, do kogo należą te prześwietlenia? – spytałam z jeszcze większym naciskiem.
- Do pani – odparł po chwili wahania. Nastąpiła cisza tak ciężka, że można było kroić ją nożem.
Poczułam jak odpływają ze mnie wszystkie siły. Opadłam na łóżko. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie.
- Doktor Hunt, wszystko w porządku? – spytał lekarz z wyraźną troską w głosie.
- Zoperuje mnie Derek Shepherd? - nie odpowiedziałam na pytanie.
- Tak.
- Kiedy chcecie to zrobić?
- Jak najszybciej. Musi pani podpisać zgodę i możemy zaczynać.
- Proszę dać mi papiery – powiedziałam, bez chwili zastanowienia.
- Zdaje sobie pani sprawę z możliwych powikłań?
- Nie pan da mi tą cholerną kartkę i zoperujcie mnie. Już! – krzyknęłam.


Miał mnie zoperować Derek Shepherd, jeden z najlepszych neurochirurgów na świecie. Wiedziałam, że to dobrze, ale wiedziałam też, że nie jest on najlepszym neurochirurgiem. Najlepszy, będzie leżał na stole operacyjnym.


****************


Operacja przebiegła bez powikłań. A przynajmniej tak mi powiedziano. Niestety nie udało się usunąć całego guza i czekała mnie chemia i naświetlania. Tommy znowu siedział przy moim łóżku i mówił o wspólnym mieszkaniu. Słyszałam też Lacey i moją matkę, ale teraz ich nie było. Odpoczywałam po operacji. Miałam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej wykończona niż po wypadku, w dodatku głowa bolała mnie tak bardzo, że było mi niedobrze.


Kiedy Tommy wrócił do szpitala, ja byłam już operowana. Lekarz powiedział mu o wielkim guzie w moim mózgu i o tym, że nawet jeśli wszystko dobrze pójdzie, guz znajduje się w takim miejscu, że mogę się już nie obudzić.


Przez cały czas byłam świadoma tego, co się wokół mnie dzieje, ale nie miałam wystarczająco dużo siły by otworzyć oczy. Dopiero teraz, po tygodniu od operacji powoli zaczęłam je otwierać. Na początku obraz był rozmazany, a światło wyjątkowo ostre. Dopiero po dłuższej chwili moje oczy przyzwyczaiły się do jasnego pomieszczenia.

- Tommy – wychrypiałam najgłośniej jak tylko potrafiłam, choć wiedziałam, że i tak ledwo mnie słychać.
- Megan – wstał gwałtownie z krzesła, które zachwiało się i prawie przewróciło. Chwycił je w ostatniej chwili. – Obudziłaś się.
- Muszę ci coś powiedzieć – szepnęłam, kiedy Tommy siadł na moim łóżku i wziął mnie w ramiona.
- Nie musisz teraz odpowiadać na moje pytanie – uśmiechnął się do mnie i pogładził moje włosy. – Mamy na to czas.
- Właśnie o to chodzi… nie mamy czasu… ja… ja nie mam czasu – mówiłam, a każde słowo sprawiało mi ból. – Muszę ci coś wyznać… ukrywałam to przez piętnaście lat, a teraz… umieram.
- Nie umierasz, słyszysz mnie – mówił, a jego głos drżał od emocji. – Nie umierasz. Jesteś silna i przetrwasz to… my… my to przetrwamy i będziemy żyli długo, słyszysz mnie? Będziemy żyć bardzo długo, zestarzejemy się i kupimy wielki dom z ogrodem, w którym będą bawiły się nasze wnuki, a ty… nie umrzesz – słyszałam, jak powstrzymywał łzy.
- Ja umieram, Tommy… ale to nie ma znaczenia… muszę ci coś powiedzieć… - mówiłam ostatkami sił. – Lacey…
- Nic jej nie jest – przerwał mi Tommy. – Jest u twojej matki.
- Ona… - nie zwracałam uwagi na jego słowa. Musiałam to wyznać, bo wiedziałam, że pozostało mi niewiele czasu. – Kiedy nakryłam cię z Sheilą DeMarco… tamtego dnia miałam ci coś powiedzieć… Tommy, ja …. byłam… byłam wtedy w… - wzięłam głęboki oddech, raniąc przy tym płuca. Skrzywiłam się z bólu. – Byłam w ciąży, a Lacey… jest twoją córką – wyrzuciłam z siebie to, co dręczyło mnie przez piętnaście lat i poczułam, że jestem wolna. Moja ręka powoli opadła na łóżko, a głowa odchyliła się do tyłu. Czułam jak moja dusza opuszcza moje ciało. Balansowałam na granicy światów. Byłam jak ptak, który po raz pierwszy opuszcza gniazdo. Byłam wolna.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez megan dnia Sob 23:00, 31 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:26, 08 Wrz 2013    Temat postu:

Cytat:
Pomyślałam, że nie ma lepszego momentu na zakończenie wakacyjnej przygody z pisaniem niż ostatnie chwile sierpnia, tak więc oficjalnie… finał cz.2 Smile od tego odcinka zależy przyszłość(o ile takowa w ogóle będzie) BOP
Ja mam jeszcze wakacje, więc domagam się dalszych odcinków xDD


Cytat:
- Zrozumiałam, że jednak nie pociągają mnie kobiety – przyznała Kate.
- Uff – odetchnęłam z ulgą. – Wreszcie. Bo czasami patrzyłaś na mnie takim wzrokiem, że bałam się, że zaraz wyznasz mi miłość
Dobrze, że na wisterialu nie ma fanów Kegan, bo posypałyby się skargi xDD

Cytat:
Słyszałam o innym znakomitym neurochirurgu. Nazywa się… Um… zaraz sobie przypomnę…
- Derek Shepherd – podpowiedział lekarz.
Tego się chyba nikt nie spodziewał xp xDDD Laughing

Cytat:
Byłam w ciąży, a Lacey… jest twoją córką – wyrzuciłam z siebie to, co dręczyło mnie przez piętnaście lat i poczułam, że jestem wolna.


To chyba zaskoczyło mnie jeszcze bardziej niż ślub z Aidenem! xDD

Cytat:
Moja ręka powoli opadła na łóżko, a głowa odchyliła się do tyłu. Czułam jak moja dusza opuszcza moje ciało. Balansowałam na granicy światów. Byłam jak ptak, który po raz pierwszy opuszcza gniazdo. Byłam wolna.

Nie zgadzam się z takim zakończeniem i domagam się kolejnego sezonu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:50, 09 Wrz 2013    Temat postu:

Q.m.c. napisał:
Ja mam jeszcze wakacje, więc domagam się dalszych odcinków xDD

Zazdroszczę, ja tam już niestety wróciłam do pobudek o 6 Sad

Q.m.c napisał:

To chyba zaskoczyło mnie jeszcze bardziej niż ślub z Aidenem! xDD

I taki był zamiar

Q.m.c napisał:

Cytat:
Moja ręka powoli opadła na łóżko, a głowa odchyliła się do tyłu. Czułam jak moja dusza opuszcza moje ciało. Balansowałam na granicy światów. Byłam jak ptak, który po raz pierwszy opuszcza gniazdo. Byłam wolna.

Nie zgadzam się z takim zakończeniem i domagam się kolejnego sezonu!

Ach, jak wiele emocji wywołało u mnie pojawienie się pomysłu na taki finał Smile ile nie przespanych nocy, spędzonych na dopracowywaniu szczegółów Smile w ogóle, każdy większy pomysł=nieprzespana noc Smile
A co do sezonu 5... skłamałabym pisząc, że w ogóle go nie planowałam mam kilka pomysłów, ale jest jeden problem - szkoła... ledwo minął tydzień, a mamy już zapowiedziane 3 kartkówki i w ogóle nie mam teraz czasu na pisanie. Czasem coś skrobnę w brudnopisie na przerwie czy w busie, ale to wciąż za mało. Co prawda mam napisanych kilka odcinków, ale to tylko malutki ułamek tego, co zaplanowałam, więc raczej trzeba będzie trochę poczekać na nowy sezon. Może nie 10 miesięcy, jak w przypadku sezonu 3, ale jednak Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4652
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:18, 09 Wrz 2013    Temat postu:

Dałem zaległe pochwały. Skoro vandekamp je dostaje, to dlaczego nie ty?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:50, 05 Paź 2013    Temat postu:

Cytat:
Będzie nowy sezon! To już postanowione!


Do ostatniej chwili nie było wiadomo czy powstanie nowy, piąty już, sezon serialu o doktor Megan Hunt. Długo prowadzone rozmowy poskutkowały. Twórcy zapowiedzieli, że serial wróci, a premierowych odcinków można będzie spodziewać się na początku października. Krążą również pogłoski, że będzie to już ostatni sezon produkcji.
- Wszystko musi się kiedy skończyć – mówi Dana Delany. – Po przeczytaniu scenariusza mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że widzowie będą usatysfakcjonowani. Na chwilę obecną nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale w nowym sezonie zobaczymy nową twarz, z którą już kiedyś pracowałam i która jest mi bardzo bliska.
Zapytaliśmy twórców, czego możemy spodziewać się w nowym sezonie.
- Co możemy zdradzić? W sezonie 5 stawiamy na przyjaźń łączącą Hunt i Murphy. Będziemy częściej towarzyszyć Megan podczas pracy i łapaniu morderców. Będzie również więcej gościnnych występów, a w jednym z odcinków zobaczymy między innymi Sonję Sohn.
Przypominamy, że sezon 4 zakończył się w momencie, kiedy Megan zatrzymała się na rękach Tommy’ego chwilę po tym, jak wyznała, że Lacey jest jego córką. Możemy więc spodziewać się tego, jak pan detektyw poradzi sobie z tak szokującym wyznaniem i jak ta wiadomość wpłynie na jego związek z panią doktor.




Edit:

Premiera składa się z trzech części, z czego następne dwie będą złączone w jeden odcinek Smile morderca, który się pojawia, to ten sam, o którym była mowa pod koniec sezonu 4, bo chyba nie wyjaśniłam tego w tekście, ponieważ znając odcinek i wiedząc, co mi chodzi po głowie, czasami zapominam coś wyjaśnić xD anyway... miło było wrócić do pisania i do Megan, a teraz już kończę moje rozkminki, jak to mówi moja przyjaciółka, i przechodzę do najważniejszego xD



Body of proof sezon 5 odcinek 1 „Wszystko się kiedyś kończy”



Przez większość mojego życia przeszłość rządziła teraźniejszością.

***************


Przez moje ciało przepłynęła fala prądu. Każdy nerw przekazywał impulsy do sąsiedniego. Moje serce było pobudzane impulsami elektrycznymi. Czułam, jak mój kręgosłup wykrzywia się w łuku. Każdy kolejny wstrząs bolał jak ch****a. Jakby moje ciało rozszarpywał głodny niedźwiedź. Chciałam, żeby to się już skończyło. Chciałam umrzeć.
Nagle szeroko otworzyłam oczy. Moje serce zaczęło bić. Żyłam.

Kilka tygodni później

Mówi się, że kiedy człowiek jest bliski śmierci, całe życie przebiega mu przed oczami. Nie wiem, kto to wymyślił, ale na pewno miał nierówno pod sufitem. Kiedy umierałam na rękach Tommy’ego nie widziałam filmiku dokumentującego moje życie, ani jasnego światełka na końcu tunelu. Widziałam mojego tatę, który zabronił mi się poddać. Krzyczał, że muszę walczyć, bo inaczej nigdy sobie tego nie wybaczę…


**************


Siedziałam w kuchni w moim mieszkaniu. Łokcie miałam oparte o stół, dłońmi podtrzymywałam brodę, a palcami stukałam w policzki. Patrzyłam na butelkę wina, która zdawała się krzyczeć „Otwórz mnie!”. Tommy wyjechał i miał wrócić dopiero za tydzień, a Lacey była u przyjaciółki. Miałam się poddać i wyjąć korkociąg, kiedy z sąsiedniego pokoju rozległ się optymistyczny komunikat z komputera „Masz wiadomość!”. Uśmiechnęłam się i podeszłam do urządzenia, mając nadzieję, że to od Tommy’ego.


Wiadomość pochodziła od nadawcy o kryptonimie Sprytny Doktorek. Była opatrzona nagłówkiem Raport laboratoryjny. Otworzyłam pocztę i przeczytałam:
„Doktor Hunt!
Załączam zdjęcia z patologii, które panią zainteresują.”

Wiadomość nie była podpisana.
Przesunęłam kursor do ikony odczytaj plik, ale zawahałam się, trzymając palec na myszce. Nie znałam nadawcy, a zazwyczaj nie odbierałam załączników od obcych. Ta wiadomość miała najwyraźniej związek z pracą i była adresowana do mnie osobiście.
Kliknęłam odczytaj.
Na ekranie pojawiła się kolorowa fotografia. Zerwałam się jak oparzona, przewracając krzesło na podłogę. Cofnęłam się z przerażeniem, zasłaniając usta ręką. A potem pobiegłam do telefonu.




- Poznajesz ją? – spytał Adam, patrząc na zdjęcie wyświetlone na ekranie mojego komputera.
Skoncentrowałam na nim całą swoją uwagę.
Widoczna na nim kobieta o kręconych włosach, rozrzuconych jak spiralki na poduszce, miała usta zaklejone srebrną taśmą, ale jej oczy były szeroko otwarte i przytomne, a ich siatkówki lśniły czerwono w świetle lampy błyskowej. Fotografia przedstawiała ją od pasa w górę. Była naga i przywiązana do łóżka.
Najgorsze znajdowało się pod spodem. Była to wiadomość, skierowana do mnie:
„Podoba ci się mój prezent? Mam nadzieję, że tak, bo ty będziesz następna”
- Nie – pokręciłam głową. – Widzę ją pierwszy raz.
W tym momencie rozległ się dzwonek telefonu Adama. Policjant pokiwał głową, podziękował i rozłączył się.
- Namierzyliśmy adres, z którego wysłano wiadomość, jedziesz? – spytał, a ja się uśmiechnęłam. Miałabym to przegapić? Co prawda Kate jeszcze nie zgodziła się na mój powrót do pracy, ale tak czy siak, już byłam w nią wmieszana.


Dom, którego szukaliśmy, znajdował się w dzielnicy Jamaica Plain w zachodniej Filadelfii. Kobieta nazywała się Jennifer Falck.
— To tutaj — powiedział Adam, gdy jadący przed nami radiowóz skręcił w prawo w Eliot Street. Podążył za nim i zatrzymał się przecznicę dalej.
Niebieskie światła na dachu radiowozu błyskały surrealistycznie w mroku, gdy razem z Adamem i kilkoma innymi policjantami przeszliśmy przez frontową furtkę w kierunku domu. Wewnątrz widziałam tylko nikłe światełko.
Adam spojrzał na jednego z obecnych policjantów, który skinął głową i ruszył na tyły domu.
On w tym czasie zapukał do drzwi, krzycząc:
— Policja!
Odczekaliśmy kilka sekund, po czym ponownie zapukał. Tym razem mocniej.
— Pani Falck! Proszę otworzyć! Policja!
Nastała chwila ciszy. Nagle usłyszeliśmy w nadajnikach głos policjanta:
— W oknie z tyłu jest wyłamana żaluzja.
Adam stłukł rękojeścią latarki szybkę obok frontowych drzwi, sięgnął do środka i odciągnął zasuwę.



Weszliśmy do domu. Czułam przypływ adrenaliny, rejestrując błyskawicznie kolejne obrazy. Drewniane schody. Otwarta szafa. Kuchnia na wprost, salon po prawej. Pojedyncza lampa, zapalona na stole w głębi pokoju.
— Sypialnia — powiedziałam. - Szybko!
Ruszyliśmy korytarzem. Szłam przodem, rozglądając się na prawo i lewo, gdy mijaliśmy łazienkę i pokój gościnny. Nikogo tam nie było. Drzwi na końcu korytarza były lekko uchylone. Za nimi znajdowała się pogrążona w mroku sypialnia.
Adam zbliżył się do nich ostrożnie i trącił je nogą.
Owionął nas duszny i mdlący zapach krwi. Adam odnalazł na ścianie przełącznik i zapalił światło. Jeszcze nim mój wzrok zarejestrował obraz na siatkówce oka, wiedziałam już, co zobaczymy.
Na łóżku leżała kobieta z rozciętym brzuchem. Cienkie zwoje jelit zwisały jej z boku jak groteskowe serpentyny. Krew, kapiąca z otwartej rany na szyi, tworzyła coraz większą kałużę na podłodze.
Adam potrzebował całej wieczności, by uzmysłowić sobie, co widzi. Dopiero gdy dotarły w pełni do jego świadomości szczegóły obrazu, pojął ich znaczenie. Z rany wypływała ciągle świeża krew. Ściana nie była nią obryzgana. Kałuża ciemnej, niemal czarnej krwi na podłodze nadal się powiększała.
Podeszłam natychmiast do ofiary, wdeptując wprost w tę kałużę.
— Hej! — krzyknął Adam. — Niszczysz ślady!
Nie słuchałam go. Przytknęłam palce do szyi ofiary w miejscu, gdzie nie była zraniona.
Kobieta otworzyła oczy.
- Ona jeszcze żyje!


Zaczekaliśmy na przyjazd karetki, która zabrała Jennifer do szpitala. Tego dnia nie mogliśmy zrobić nic więcej.
Byłam tak zmęczona, że jedyne o czym myślałam to powrót do domu.


*************


Następnego dnia rano pojechałam do biura i poszłam do Kate. Chciałam otrzymać zgodę na powrót do pracy. Już z daleka zobaczyłam, że są u niej Adam, Curtis i Ethan. Stanęłam w drzwiach gabinetu i zaczęłam przysłuchiwać się prowadzonej rozmowie. Nikt nie zauważył mojej obecności.
- Skoncentrujmy się na doktor Hunt – powiedział Ethan. - Z jakich powodów Chirurg mógł wybrać ją na ofiarę?
Adam postawił sprawę inaczej.
— A może ona nie jest tylko kolejną ofiarą? Może chodzi mu właśnie o nią? Każda z tych kobiet była chirurgiem, tak jak doktor Hunt. Nie zdołaliśmy wyjaśnić, dlaczego sprawca interesuje się właśnie nią. — Wskazał na listę pozostałych ofiar. — Może te inne kobiety — Sterling, Ortiz, Peyton, Falck — stanowią tylko substytut jego właściwego celu?
— Teoria kompensacji? — stwierdził Curtis. — Sprawca nie może zabić kobiety, której nienawidzi, bo jest zbyt silna i budzi jego lęk, więc zabija inną, która tamtą symbolizuje.
— Twierdzisz, że jego faktycznym celem zawsze byłam ja? — spytałam, wchodząc do gabinetu Kate. Wszyscy na mnie spojrzeli. — I że się mnie boi?
— Z tego samego powodu matka Edmunda Kempera stała się ostatnią ofiarą serii popełnionych przez niego zabójstw — oznajmiła Kate. — Przez cały czas to ona była rzeczywistym celem, kobietą, której nienawidził. Ale wyładowywał agresję na innych ofiarach. Atakując każdą z nich, niszczył w symboliczny sposób swoją matkę. Nie mógł jej zabić, przynajmniej na początku, bo za bardzo nad nim dominowała. W pewnym sensie się jej bał. Z każdym zabójstwem nabierał coraz większej pewności siebie. Zyskiwał poczucie siły. W końcu osiągnął zamierzony cel. Zgwałcił matkę, zmiażdżył jej głowę i ją obciął, a na koniec wyrwał krtań, wyrzucając ją do śmieci. Rzeczywisty obiekt jego nienawiści został wreszcie unicestwiony. I wtedy seria zabójstw ustała. Edmund Kemper oddał się w ręce policji.
— A więc te pierwsze cztery napady — powiedział Adam — mogą stanowić tylko preludium do zasadniczego uderzenia?
Skinęłam głową.
— Do zamordowania mnie.


Kate nie zgodziła się na mój powrót. Uważała, że nie jestem jeszcze gotowa, żeby wrócić do pracy, bo nie doszłam do siebie po wypadku. Nie wiedziała o raku. Wściekła, wróciłam do domu.
Seryjny morderca chciał mnie zabić, a ja miałam spokojnie siedzieć w domu, czekając aż po mnie przyjdzie? Niedoczekanie.
Siadłam wygodnie na kanapie, ze szklanką soku pomarańczowego i laptopem. Zaczęłam szukać informacji o wszystkich czterech ofiarach. Musiało być coś jeszcze, co je łączyło, a co oni musieli przegapić.


Po dwóch godzinach siedzenia przed laptopem dałam za wygraną. Te kobiety nie miały ze sobą nic wspólnego. Pracowały w różnych szpitalach, pochodziły z różnych części kraju, mieszkały daleko od siebie. Łączyło je tylko to, że żadna z nich nie miała męża ani chłopaka.
Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Poderwałam się przerażona i poczułam chłód. Zdałam sobie sprawę, że wszystkie okna w moim mieszkaniu są otwarte. Znieruchomiałam. Morderca wchodził do domów ofiar przez okno. Szybko wszystkie pozamykałam. Kiedy byłam w sypialni, usłyszałam ponowne, tym razem silniejsze, pukanie. Zdjęłam buty i cichutko podbiegłam do drzwi. Ostrożnie spojrzałam w wizjer. Westchnęłam i otworzyłam drzwi.


- Mamo – jęknęłam.
Matka spojrzała na moją twarz i zmarszczyła brwi.
- Koszmarna szminka – powiedziała, wymijając mnie i wchodząc do mieszkania. – Zbyt różowa.
Zrezygnowana zamknęłam drzwi na klucz, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam moją matkę zaczynającą ścierać kurze na stoliku w salonie.
- Och, daj spokój! Jest środek nocy – jęknęłam i wskazałam na zegarek, który pokazywał godzinę pierwszą w nocy.
- Nie mogę spać, kiedy się denerwuję, a denerwuję się, od kiedy tamten szaleniec uciekł z więzienia by się na tobie zemścić, a potem cię porwali i zmusili do przeprowadzenia operacji, a potem miałaś wypadek, i okazało się, że masz raka i…
- Wychodzę – powiedziałam, biorąc do ręki mój ulubiony pomarańczowy płaszcz.
- Co? Jak to wychodzisz? Dokąd?
- Tam, gdzie ciebie nie ma – rzuciłam i wyszłam z domu.


Kiedy wyszłam przed moją kamienicę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie mogłam jechać do pracy, wszystkie kawiarnie były już pozamykane. Mogłam odwiedzić tylko jedną osobę. Zadzwoniłam do niej, a piętnaście minut później byłam pod jej domem.
Zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły. Kate wyglądała jakby właśnie skończyła sesję zdjęciową. Ja miałam podkrążone oczy, bolała mnie głowa i oprócz zbyt różowej szminki – co sugestywnie uświadomiła mi moja matka – byłam nieumalowana.



- Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że przyszedł czas, żeby ci powiedzieć – nie czekałam aż wpuści mnie do środka. Jednym gładkim ruchem ściągnęłam perukę, ukazując moją pozbawioną, przez chemioterapię, włosów głowę. – Mam raka.
Kate patrzyła na mnie przez chwilę z otwartymi ustami. Widziałam jak wiele emocji wywołały w niej moje słowa. Nie odzywając się, wpuściła mnie do środka.


- Nic nie powiesz? Nie spytasz od kiedy choruję, ani jakie są szanse na powrót do zdrowia? – spytałam, kiedy Kate, będąc nadal pod wrażeniem mojej wiadomości, ruszyła w stronę kuchni, a kiedy się tam znalazła wyciągnęła butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki.
- Muszę się napić – szepnęła, nalewając wino do pierwszego kieliszka. – Chcesz?
- Niestety – pokręciłam głową ze smutkiem. Niczego tak nie pragnęłam jak napicia się wina. – Dopóki chodzę na chemioterapię nie mogę przyjmować alkoholu.
Kate nie odpowiedziała. Wzięła swój kieliszek i opróżniła jego zawartość jednym łykiem. Patrzyłam na nią z przerażeniem, a ona tymczasem nie zawracając sobie głowy nalewaniem płynu do kieliszka, zaczęła pić prosto z butelki. Po opróżnieniu połowy naczynia, spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Dlaczego… - usiłowała dobrać odpowiednie słowa. – Dlaczego? Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Chciałam wrócić do pracy, a wiadomość o raku raczej nie przyśpieszyłaby twojej decyzji – odpowiedziałam niewinnym tonem. Jakby fakt, że ukrywałam śmiertelną chorobę był czymś normalnym, o czym mówi się popijając kawę z porcelanowych filiżanek.
- Żartujesz sobie? – krzyknęła wściekła Kate. Wino zaczynało działać. – Jak mogłaś to przede mną ukrywać? Nie chodzi tylko o to, że nie powiedziałaś swojej szefowej, ale ukrywałaś to przed najlepszą przyjaciółką! Jak… jak mogłaś?
Wiedziałam, że czuje się zraniona, że ukrywałam przed nią ten fakt i zrobiło mi się trochę głupio.
- Przepraszam – powiedziałam. – Naprawdę żałuję, że nie powiedziałam ci wcześniej, ale zrozum, nie zniosłabym twojego spojrzenia: „Masz raka, tak bardzo mi przykro”. Wystarczy mi, że Tommy zachowuje się jakbym w każdej chwili miała rozpaść się na tysiąc kawałków – mówiłam, a w moich oczach pojawiły się łzy. – Kate, od wypadku nie żyliśmy ze sobą, on boi się mnie dotknąć, jakbym miała trąd, a nie raka – po moich policzkach spływały łzy wielkie jak groch.
- Zatrzymałaś się na jego rękach – powiedziała Kate, wycierając łzy z mojej twarzy. Siedziałyśmy na kanapie i patrzyłyśmy sobie w oczy. – Boi się, że jeśli cię dotknie, zrobi ci krzywdę. Jest przerażony i wcale mu się nie dziwię. Wyglądasz okropnie. Ukrywasz to wszystko pod perfekcyjnym makijażem, ale teraz widzę twoje podkrążone oczy i wychudzoną twarz. W twoim organizmie toczy się walka i to widać.
- Dziękuję – powiedziałam i przytuliłam się do niej.



Czasami są chwile, że człowiek potrzebuje się do kogoś przytulić. To była właśnie taka chwila. Rozpłakałam się na dobre. Rozmowa z nią dała mi wiele do zrozumienia.
- Mogę dzisiaj u ciebie zostać? W moim mieszkaniu jest matka, która zaczęła sprzątać i boję się tam wrócić.
- Jasne – uśmiechnęła się Kate i zaprowadziła mnie do pokoju dla gości. Położyłam się na łóżku nie zwracając na nic uwagi. Kate położyła się obok mnie.
Nagle usłyszałam jakiś huk i zerwałam się z przerażeniem. Znowu przypomniałam sobie, że poluje na mnie morderca.
- Spokojnie – powiedziała Kate, kładąc mi rękę na ramieniu. – To tylko wiatrak w ogródku. Czasami jedno ze skrzydeł uderza w daszek.
- Nigdy wcześniej tak się nie bałam.
- To normalne – pogładziła mnie po ramieniu. – Ja też się boję.
Położyłam się, usiłując zasnąć, kiedy ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? – spytałam.
- Yyy… kolega miał wpaść, żeby coś mi podrzucić – uśmiechnęła się nerwowo i poszła otworzyć drzwi, a ja w tymczasem zaczęłam wyglądać przez szparę od drzwi pokoju, żeby zobaczyć kim jest tajemniczy kolega.
Kiedy zobaczyłam jego twarz od razu zrozumiałam, dlaczego Kate zerwała z Robin.


Na progu stał Sergei Damanov.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez megan dnia Sob 23:59, 05 Paź 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Q.m.c.
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 3710
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Section One
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:26, 08 Paź 2013    Temat postu:

Chciałam tylko się usprawiedliwić i napisać, że nowy odcinek już dawno przeczytałam, ale nie miałam czasu skomentować
Po pierwsze - bardzo się cieszę z nowego sezonu
Po drugie - dobre otwarcie sezonu Wątek choroby Megan może być bardzo ciekawy, więc liczę na dobre "rozpisanie wątku"
Ahh no i Sergei....dobrze, że wrócił


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:17, 10 Paź 2013    Temat postu:

Cytat:

Ryan Gosling, Ivan Sergei i Gotowa na Wszystko Marcia Cross dołączają do obsady Body of Proof w nowym sezonie!



Nowy sezon, nowe sprawy, nowe tajemnice, nowe szokujące odkrycia i obowiązkowo nowe twarze.

Body of Proof powraca, a twórcy zapowiadają: Będzie się działo!
Już teraz wiadomo, że w nowym sezonie nie zobaczymy Julie Benz(serialowa Robin), która odmówiła dalszej współpracy.
Wiemy również, że gościnnie będziemy widywali Ivana Sergei’a, który gra chłopaka doktor Murphy. Gościnnie wystąpi również Ryan Gosling. Jaka będzie jego rola?
- Chyba mogę zdradzić, że wcieli się on w mężczyznę, któremu życie uratują Megan i Kate– wyjawiła gwiazda serialu, Dana Delany, a zapytana o to, czego możemy spodziewać się w nowym sezonie, odpowiada:
- W tym sezonie Megan znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie, co będzie spowodowane nie tylko polującym na nią mordercą, ale również pewną tajemnicą, związaną z przeszłością jej rodziny. Okaże się, że nie wszystko jest takie, jakie mogłoby się wydawać, a matka może skrywać dużo mroczniejszą tajemnicę, niż ukrywanie listu samobójczego męża. W jednym z odcinków poznamy rodzinę Tommy'ego, w innym wybierzemy się na spotkanie absolwentów, oraz urządzimy przyjęcie niespodziankę. To będzie zaskakujący sezon, a zwroty akcji będą pojawiały się w momentach, w których w ogóle byśmy nie podejrzewali.
Twórcy dodają:
- Marcia Cross dołączy do obsady BOP na specjalną prośbę Dany Delany, która już od samego początku pragnęła zobaczyć Cross w swoim serialu. Nie było to jednak możliwe ze względu na dużą rolę aktorki w serialu „Gotowe na wszystko”. Dopiero teraz, rok po zakończeniu kultowej produkcji, Cross zdecydowała się na dołączenie do obsady BOP. Niestety, zobaczymy ją dopiero w połowie sezonu. Zagra ona matkę ofiary, której sekcję będzie przeprowadzać Megan. Postać Cross namiesza również w życiu prywatnym Hunt, przez co jej świat zakręci się o 180 stopni.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dawcio930
Silver Elf



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1604
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Skąd: Krk :)
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:29, 10 Paź 2013    Temat postu:

Przecież serial zakończył się po 3 sezonach...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4652
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:21, 11 Paź 2013    Temat postu:

ale fantazja pisarska megan nie jest ograniczona, dzięki Bogu, do trzech sezonów. Przecież może pisać kolejne sezony? w końcu to jest dział "Desperacka twórczość własna".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 17:09, 12 Paź 2013    Temat postu:

Body of proof sezon 5 odcinek 2 i 3 „Wszystko się kiedyś kończy cz. 2 i 3”


Wszyscy pamiętamy z dzieciństwa opowieści do poduszki, o buciku pasującym do nogi Kopciuszka, żabie, która zamienia się w księcia, Śpiącej Królewnie przebudzonej pocałunkiem. „Dawno, dawno temu… Żyli długo i szczęśliwie…” Baśniowe opowieści, uplecione z marzeń. Problem w tym, że bajki nie zdarzają się w rzeczywistości. To inne historie, te, które zaczynają się w mroczną, burzliwą noc, a kończą – więznąc w gardle. To raczej koszmary zawsze stają się realne. Osobę, która wymyśliła zwrot „żyli długo i szczęśliwie”, powinno się kopnąć w dupę tak mocno…


*****************


Stojąc przy oknie, popijałam mrożoną herbatę i delektowałam się chłodem klimatyzowanego pomieszczenia. Widziałam spocone twarze ludzi na ulicy. W ciągu półtorej doby spałam zaledwie trzy godziny. Zasłużyłam na chwilę spokoju, pomyślałam, przytykając do policzka zimną szklankę. Położę się wcześnie spać i będę odpoczywać cały weekend.
Opróżniłam szklankę i postawiła ją właśnie na blacie w kuchni, gdy zabrzęczał mój telefon. Brakowało mi tylko wezwania do pracy. Dzwoniąc do centrali Zakładu Medycyny Sądowej, nie ukrywałam rozdrażnienia.
— Mówi doktor Hunt. Odebrałam sygnał, ale mam już wolne.
— Przepraszam, że niepokoję, pani doktor, ale mieliśmy telefon od syna Hermana Gwadowskiego. Nalega, że musi się z panią zobaczyć.
Herman Gwadowski to jeden z moich „pacjentów”. Zapił się na śmierć, a jego syn nie potrafił tego zaakceptować. Groził mi pozwem, za niedokładne przeprowadzenie sekcji. Uważał, że ojciec został zamordowany.
— To niemożliwe. Jestem już w domu.
— Tak, powiedziałam mu, że ma pani wolny weekend. Twierdzi, że jutro wyjeżdża, i chce z panią pomówić, zanim zwróci się do adwokata.
- Do adwokata?
Oparłam się o kuchenny blat. Boże, nie miałam teraz siły przez to przechodzić. Byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam zebrać myśli.
— Doktor Hunt?
— Czy pan Gwadowski powiedział, kiedy chce się ze mną spotkać?
— Będzie czekał do szóstej w kafejce obok zakładu.
— Dziękuję — odłożyłam słuchawkę, wpatrując się tępo w lśniące kafelki. Jakże dbałam o to, żeby były czyste!
Ale choćbym starała się być najbardziej pedantyczna i zaplanować sobie życie w najdrobniejszych szczegółach, zawsze trafi się taki Ivan Gwadowski, który wszystko zepsuje.
Chwyciwszy torebkę i kluczyki do samochodu, opuściłam ponownie swoje sanktuarium.
Zerknęłam w windzie na zegarek i stwierdziłam z niepokojem, że jest już za piętnaście szósta. Nie zdążę na czas do kawiarni i Ivan Gwadowski będzie sądził, że go zlekceważyłam.
Wsiadając do mercedesa, sięgnęłam po słuchawkę telefonu i zadzwoniłam do centrali.
— To znowu ja, doktor Hunt. Muszę skontaktować się z panem Gwadowskim, by go zawiadomić, że się spóźnię. Wie pani, skąd telefonował?
— Zaraz sprawdzę... Nie z kawiarenki.
— Z komórki?
Telefonistka przez chwilę milczała.
— To dziwne...
— Co takiego?
— Dzwonił z tego samego numeru, co pani.
Zmartwiałam z przerażenia. Po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Telefonował z mojego samochodu.
— Doktor Hunt?
W tym momencie zobaczyłam go we wstecznym lusterku. Uniósł głowę jak kobra. Chcąc krzyknąć, wciągnęłam w płuca opary chloroformu.


**************


Czekał cierpliwie, aż odzyskam przytomność. Wiedział, że już się ocknęłam i jestem świadoma jego obecności, bo mam przyspieszony puls. Gdy dotykał mojego gardła, tuż nad mostkiem, wciągałam gwałtownie powietrze. Wstrzymywałam oddech, kiedy głaskał mnie po szyi, wzdłuż tętnicy. Moja skóra rytmicznie pulsuje. Twarz lśni od potu. Gdy zaczyna gładzić mnie po policzku, wypuszczam wreszcie z płuc powietrze. Brzmi to jak skowyt, przytłumiony z powodu taśmy, którą mam na ustach.
Otwieram oczy i patrzy na niego. Już wszystko rozumiem. Zwyciężył. Upolował najcenniejszą zdobycz.
Wyjmuje narzędzia. Wydają przyjemny dźwięk, gdy rozkłada je na metalowej tacy obok łóżka. Patrzę na niego, ale mój wzrok przyciąga lśniąca stal. Wiem, do czego służą te narzędzia. Wielokrotnie ich używałam. Rozwieracz jest potrzebny do odciągania brzegów rany, hemostat — do zaciskania tkanek i naczyń krwionośnych, a skalpel... No cóż, oboje wiemy, co się nim robi.
Stawia tacę obok mojej głowy, żebym widziała, co mnie czeka. Nie musi nic mówić. Lśniące narzędzia są wystarczająco sugestywne.
Dotyka mojego nagiego brzucha. Natychmiast napinam mięśnie.
Sięga po skalpel i przytyka go do mojej skóry. Wciągam gwałtownie powietrze i otwieram szeroko oczy.
Dyszałam ciężko, czując dotyk skalpela. Zamknęłam oczy, mokra od potu, bojąc się nieuniknionego bólu. Krzyk uwiązł mi w gardle. Błagałam niebiosa o litość, choćby nawet o szybką śmierć, byle tylko nie krojono mnie żywcem.
Nagle ręka ze skalpelem cofnęła się.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w twarz stojącemu obok mężczyźnie. Była taka zwyczajna i pospolita. Mogłam widzieć go dziesiątki razy i w ogóle nie zauważyć. Ale on mnie znał. Czaił się na obrzeżach mojego świata, umieścił mnie w centrum swego mikro-kosmosu i krążył wokół, niewidoczny w mroku.
A ja nie miałam pojęcia o jego istnieniu.
Odłożył skalpel na tacę i powiedział z uśmiechem:
— Jeszcze nie teraz.
Dopiero gdy wyszedł z pokoju, zdałam sobie sprawę, że odłożył tortury na później, i odetchnęłam z ulgą.
A więc na tym polegała jego gra. Czerpał przyjemność z przedłużania moich cierpień. Na razie zachowa mnie przy życiu, abym miała czas rozmyślać o tym, co będzie dalej.
Każda zyskana minuta daje mi szansę ucieczki, uświadomiłam sobie.
Chloroform przestał już działać. Byłam całkiem przytomna i mój umysł pracował na pełnych obrotach. Leżałam rozciągnięta na łóżku z metalową ramą. Byłam rozebrana do naga, a przeguby i kostki miałam skrępowane taśmą. Choć szarpałam się i naprężałam mięśnie, nie mogłam uwolnić się z więzów.
Mokra od potu i zbyt zmęczona, by dalej walczyć, skoncentrowałam uwagę na otoczeniu.
Nad łóżkiem wisiała pojedyncza żarówka. Zapach ziemi i wilgotnych murów dowodził, że znajduje się w piwnicy. Odwróciwszy głowę, zobaczyłam tuż za kręgiem światła kamienne fundamenty.
Usłyszałam nad sobą kroki i odgłos przesuwanego krzesła. To był stary dom z drewnianą podłogą. U góry ktoś włączył telewizor. Nie pamiętałam, jak znalazłam się w tym pomieszczeniu, ani ile czasu jechałam. Mogliśmy być wiele kilometrów od Filadelfii, w miejscu, gdzie nikt nie będzie mnie szukał.
Mój wzrok przyciągnęła lśniąca taca. Patrzyłam na ułożone starannie narzędzia. Wiele razy korzystałam z podobnych, traktując je zawsze jako przybory do leczenia ludzi. Za pomocą skalpeli i zacisków usuwałam komórki rakowe i kule, tamowałam krwotoki. Teraz, patrząc na instrumenty, których używałam kiedyś do ratowania życia, widziałam w nich zapowiedź własnej śmierci. Chirurg zostawił je blisko łóżka, żebym mogła się im przyglądać, widzieć ostrze skalpela i stalowe zęby hemostatów.
Tylko bez paniki. Staraj się pomyśleć, nakazałam sobie.
Przymknęłam oczy. Strach był jak ośmiornica, opasująca mackami moją szyję.
Poczułam, jak kropla potu spływa po mojej piersi na wilgotny materac. Musiało istnieć jakieś rozwiązanie, jakieś wyjście z sytuacji, bo w przeciwnym razie... Wolałam nie myśleć, co się stanie.
Otworzywszy oczy, wpatrywałam się w żarówkę, myśląc intensywnie, co robić. Pamiętałam, co powiedziała Kate: Chirurg żywił się strachem. Atakował kobiety, które były okaleczone, nad którymi czuł przewagę.
Nie zabije mnie, dopóki mu się nie poddam.
Wciągnęłam głęboko powietrze, zrozumiawszy nagle, jak powinnam postąpić. Pokonaj strach. Wpadnij we wściekłość. Pokaż mu, że bez względu na to, co zrobi, nie zdoła cię pokonać.
Nawet gdyby cię zabił.

***********

Pić... marzyłam jedynie o chłodnej, czystej wodzie, tryskającej z kranu, przynoszącej ulgę spieczonym wargom i rozpalonej skórze. Myślałam o kostkach lodu, po które jak pisklęta wyciągają szyje pacjenci po operacji, otwierając spragnione, spierzchnięte usta.
Myślałam też o Ninie Peyton, przywiązanej do łóżka, świadomej, co ją czeka, a jednak nieodczuwającej niczego poza potwornym pragnieniem.
W ten sposób nas torturuje, uświadomiłam sobie. Łamie nasz opór. Chce, żebyśmy błagały o wodę, o życie. Pragnie mieć nad nami pełną kontrolę. Zmusić nas do uznania jego władzy.
Przez całą noc wpatrywałam się w żarówkę. Kilka razy zapadałam w sen i budziłam się przerażona, czując skurcze w żołądku. Ale strach nie trwa w nieskończoność. W miarę upływu godzin, nie mogąc wyzwolić się z więzów, popadłam w rodzaj czujnego odrętwienia. Trwałam w koszmarnym zawieszeniu między niedowierzaniem a poczuciem rzeczywistości, koncentrując myśli wyłącznie na tym, jak bardzo chce mi się pić.
W pewnej chwili usłyszałam kroki i skrzypienie otwieranych drzwi.
Natychmiast oprzytomniałam. Serce zaczęło tłuc się w piersi jak ptak, próbujący wydostać się z klatki. Wciągnęłam w płuca chłodne powietrze, przesycone zapachem ziemi i wilgotnych murów. Oddychałam coraz szybciej, słysząc odgłos kroków na schodach. Nagle zobaczyłam go nad sobą. W świetle żarówki jego spowita cieniem twarz wyglądała jak uśmiechnięta czaszka z pustymi oczodołami.
— Masz ochotę się napić, prawda? — rzekł spokojnym, opanowanym głosem.
Nie mogłam mówić, bo miałam usta zaklejone taśmą, ale widział odpowiedź w moich rozgorączkowanych oczach.
— Zobacz, co tu mam, Megan — Gdy uniósł do góry kubek, usłyszałam cudowny brzęk kostek lodu i zobaczyłam kropelki wody na chłodnej powierzchni szkła. — Łyknęłabyś odrobinkę?
Skinęłam głową, nie patrząc na niego, lecz na kubek. Umierałam z pragnienia, ale myślałam już nie tylko o orzeźwiającym łyku wody. Rozważałam dalsze ruchy i oceniałam swoje szanse.
Mój oprawca zakręcił kubkiem, uderzając kostkami lodu o szkło.
— Musisz być grzeczna.
Będę, obiecałam mu wzrokiem.
Zdarł z ust taśmę. Leżałam w bezruchu, pozwalając wsunąć sobie między zęby słomkę. Pociągnęłam łapczywie kilka kropli wody, ale nie zdołałam ugasić palącego pragnienia. Spróbowałam ponownie i natychmiast się zakrztusiłam. Wszystko spłynęło mi po brodzie.
— Nie mogę pić... na leżąco — szepnęłam. — Pozwól mi usiąść. Proszę.
Odstawił kubek i spojrzał na mnie ciemnymi, przepaścistymi oczami. Zobaczył kobietę bliską omdlenia. Kobietę, którą należało przywrócić do życia, by móc czerpać przyjemność z jej trwogi.
Zaczął rozcinać taśmę, którą miałam przywiązany do łóżka prawy przegub.
Serce waliło mi jak młotem. Pomyślałam, że z pewnością to zauważy. Prawa dłoń, uwolniona z więzów, opadła bezwładnie. Nie poruszałam się, nie napinałam mięśni.
Zaległa nieznośna cisza. No, dalej! Uwolnij mi lewą rękę. Przetnij więzy! — ponagliłam go w myślach.
Zbyt późno zdałam sobie sprawę, że wstrzymałam oddech, a on to zauważył. Z przerażeniem usłyszałam, że odrywa z rolki nowy kawałek taśmy.
Teraz albo nigdy.
Sięgając po omacku do tacy z narzędziami, strąciłam kubek i kostki lodu rozsypały się z chrzęstem po podłodze. Poczułam pod palcami stalowy uchwyt. Skalpel!
Gdy rzucił się na mnie, uniosłam rękę i wbiłam mu ostrze w ciało. Odskoczył z krzykiem, trzymając się za przegub.
Odwróciłam się na bok i przeciąwszy skalpelem taśmę, uwolniłam lewą rękę.
Gdy usiadłam na łóżku, zrobiło mi się nagle ciemno przed oczami. Po całym dniu bez wody byłam osłabiona i nie mogłam trafić ostrzem w taśmę, krępującą prawą kostkę. Machając na oślep skalpelem, rozcięłam sobie skórę, ale pozbyłam się więzów.
Została jeszcze lewa noga.
Uderzenie ciężkim rozwieraczem w skroń było tak silne, że zobaczyłam gwiazdy.
Drugi cios trafił mnie w policzek. Usłyszałam trzask kości.
Nie pamiętałam, kiedy upuściłam skalpel.
Gdy odzyskałam przytomność, miałam spuchniętą twarz i nie widziałam na prawe oko. Próbując poruszyć kończynami, stwierdziłam, że przeguby i kostki mam znów przywiązane do łóżka. Ale Chirurg nie zakleił mi ust. Jeszcze mogłam mówić.
Stał nade mną. Widziałam, że ma zaplamioną koszulę. To jego krew, pomyślałam z dziką satysfakcją. Zwierzyna pokazała pazury. Nie tak łatwo mnie pokonać. On żywi się strachem, więc musi zobaczyć, że się go nie boję.
Wziął z tacy skalpel i podszedł do mnie. Czułam, jak wali mi serce, ale leżałam nieruchomo, patrząc mu wyzywająco w oczy. Wiedziałam już, że nie uniknę śmierci, i pogodziwszy się z tym, uwolniłam się od lęku. To była odwaga skazańca.
No już, tnij. I tak nie wygrasz. Nie umrę pokonana.
Przytknął ostrze do mojego brzucha. Mimo woli napięłam mięśnie. Czekał, by ujrzeć na mojej twarzy strach.
Okazywałam mu tylko lekceważenie.
- Pewnie mnie nawet nie pamiętasz, co? – spytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. – Kiedy byłaś chirurgiem, nie zwracałaś uwagi na nas, stażystów. Pomiatałaś nami. Traktowałaś jak służących.
Przycisnął skalpel, przecinając skórę. Poczułam ból, gdy z rany popłynęły pierwsze krople krwi, ale nadal przeszywałam go wzrokiem, nie okazując strachu i pozbawiając go satysfakcji.
—Nie potrafiłaś współpracować. Na sali operacyjnej byłaś Bogiem, ale poza nią, byłaś nikim.
Skalpel znieruchomiał. Zawisł w powietrzu. Widziałam go w nikłym świetle.
- Myślałaś, że skoro ratujesz życie, wolno ci pomiatać niższymi rangą? Początkowo cię uwielbiałem. Byłaś nieskazitelna, niemal doskonała. Ale im dłużej z tobą pracowałem, poznawałem cię coraz bardziej.
Chirurg znów przycisnął ostrze i po moim boku spłynęła świeża strużka krwi. Z trudem powstrzymywałam się od krzyku.
- Jeszcze kiedy pracowałaś w szpitalu marzyłem o zamordowaniu cię. Ale miałaś ten cholerny wypadek i zrezygnowałaś z praktyki. Nie miałem pojęcia co się z tobą dzieje. Aż pewnego pięknego dnia twój mąż trafił do szpitala. Znów zacząłem o tobie myśleć. Pojawiałaś się w moich snach. Wtedy zacząłem zabijać. Musiałem poćwiczyć. Zamordowanie cię musiało przebiec idealnie. I tak też się stanie.
Ostrze zagłębiło się w mojej skórze i choć próbowałam nad sobą zapanować, z ust wyrwał się jęk.
- Nie wygrasz, kanalio – wysyczałam. – Już się ciebie nie boję. Nie boję się niczego.
Gdy robił kolejne nacięcie, wpatrywałam się w niego wyzywająco, jak pogodzony z losem skazaniec.

************

Budziłam się, kiedy poczułam, że taśma z moich ust została zerwana. Byłam pewna, że Chirurg wrócił, żeby dokończyć to, co zaczął. Po chwili poczułam, że więzy na moich kostkach zostały poluźnione. Przez mój umysł przebiegła myśl, że ktoś próbuje mnie uratować. Z trudem uniosłam powieki i zobaczyłam znajome blond włosy.
- Kate – jęknęłam, wykorzystując przy tym wszystkie siły.
- Będzie dobrze – powiedziała blondynka, patrząc z przerażeniem, na mój brzuch. Czułam, jak krople krwi spływają po mojej skórze – Zaraz będzie tu policja.
Byłam pewna, że zaraz ten koszmar się skończy. Zamknęłam oczy, pozwalając Kate mnie uwolnić, kiedy usłyszałam huk.
Potężny cios w skroń powalił Kate na ziemię. Gdy próbowała się podnieść, została kopnięta w bok. Usłyszałam trzask żeber.
Pod sufitem zapaliła się pojedyncza żarówka.
Chirurg stał nad nią, przyglądając się swej nowej zdobyczy. Widziałam tylko owalny kontur jego twarzy.
Kate odwróciła się na zdrowy bok, próbując podźwignąć się z ziemi.
Kopnął ją w ramię. Upadła znowu na plecy, urażając złamane żebra. Krzyknęła z bólu. Nie mogła się poruszyć. Nawet wtedy, gdy do niej podszedł i zobaczyła nad głową jego but.
Przydepnął jej przegub, wgniatając go w ziemię.
Wrzasnęła jak opętana.
Sięgnąwszy do tacy z narzędziami, wybrał jeden ze skalpeli.
Boże, nie! – krzyknęłam w myślach, usiłując się uwolnić. Musiałam ją uratować.
Przykucnął obok niej, nadal przyduszając butem zmiażdżony przegub, i uniósłszy skalpel, wbił go bezlitośnie w jej otwartą dłoń.
Pisnęła przeraźliwie, gdy ostrze przeszyło jej ciało i przygwoździło rękę do ubitej ziemi.
Chirurg wziął z tacy kolejny skalpel. Chwycił prawą rękę Kate, rozciągnął ją na ziemi i przydusił butem przegub. Potem znów uniósł skalpel i przebił nim jej dłoń.
Tym razem wydała z ust tylko bezsilny krzyk.
Wstał i przyglądał jej się przez chwilę, jak kolekcjoner, który przyszpilił właśnie w gablotce kolejny okaz motyla.
Podszedł do tacy z narzędziami i wziął trzeci skalpel. Mając obie ręce przygwożdżone do ziemi, Kate mogła jedynie czekać, co się stanie. Chirurg stanął za nią i przykucnął. Chwycił ją za włosy i pociągnął je mocno do tyłu, odsłaniając szyję. Patrzyła mu prosto w twarz.
Krew, płynąca w arteriach i żyłach, była esencją życia. Zastanawiała się, jak długo pozostanie przytomna, gdy ostrze zrobi swoje. Czy śmierć będzie łagodnym przejściem w niebyt. Dostrzegała jej nieuchronność. Przez całe życie walczyła i nigdy się nie poddawała, ale tym razem została pokonana. Leżała z odsłoniętym gardłem i odchyloną do tyłu głową. Zobaczyła lśniące ostrze i zamknęła oczy, gdy dotknęło jej skóry.
Boże, niech to się szybko skończy.
Chirurg zaczerpnął powietrza i zacisnął rękę na jej włosach.
Nagle rozległ się huk wystrzału.
Kate uniosła gwałtownie powieki. Chirurg nadal był nad nią, ale nie trzymał jej już za włosy. Skalpel wypadł mu z ręki. Poczuła na twarzy ciepłe krople krwi.
Nie swojej, lecz jego.
Osunął się do tyłu i zniknął jej z oczu.
Pogodzona już ze śmiercią, nie mogła wręcz uwierzyć, że ocalała. Próbowała rozpaczliwie zorientować się w sytuacji. Widziała żarówkę, kołyszącą się na sznurze jak księżyc w pełni. Na ścianie poruszały się jakieś cienie. Odwróciła głowę i zobaczyła, jak opuszczam powoli rękę na łóżko.
Broń wysunęła się z mojej dłoni, upadając z łoskotem na podłogę.
Z oddali słychać było wycie syreny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4652
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:47, 12 Paź 2013    Temat postu:

Dobre opowiadanie i MOCNA końcówka.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 19:11, 18 Paź 2013    Temat postu:

Mam pytanko Wolicie, żeby były dwa krótsze sezony, czy jeden taki długaśny, jak dobrze pójdzie 22 odcinkowy?


Body of proof sezon 5 odcinek 4 „Ocalone życie”

Zmiany. Nie lubimy ich, obawiamy się. Ale nie możemy och powstrzymać. Albo dostosujemy się do zmian, albo zostajemy w tyle. Dorastanie boli – ktokolwiek wam powie, że tak nie jest, kłamie. Lecz prawda jest taka: czasem im bardziej coś się zmienia, tym bardziej jest jak przedtem. Zdarza się, że zmiany są dobre. Czasem, zmiana jest wszystkim.


***********


Siedziałam w przychodni oddzielona od innych pacjentów zasłoną, a pielęgniarka usiłowała wbić się w moją żyłę. Musiała dopiero zacząć pracę, bo niezbyt jej to wychodziło. Po pięciu próbach dałam za wygraną.
- Mogę? – spytałam, wyciągając rękę po igłę. – Byłam lekarzem, wiem jak zrobić wkłucie – powiedziałam, kiedy dziewczyna nie dała mi sprzętu. Spojrzałam na nią wyczekująco wzrokiem, który nie znosił sprzeciwu.
- Proszę – poddała się w końcu i odwróciła się.
- Zaczekaj – krzyknęłam za nią. – Podejdź do mnie. Pokaże ci, jak to się robi – uśmiechnęłam się do niej, a kiedy do mnie podeszła, jednym gładkim ruchem wbiłam igłę, trafiając w żyłę.
- Jak…? – spytała zafascynowana pielęgniarka.
- Lata praktyki – uśmiechnęłam się do niej.


I tak, raz w miesiącu przez godzinę siedziałam w przychodni rozmyślając o swoim życiu. Myślałam o tym, jak przez piętnaście lat ukrywałam sekret, który w końcu wyszedł na jaw; o tym, że mężczyzna mojego życia znów się w nim pojawił, a ja musiałam go przy sobie zatrzymać; o tym, jak, i czy w ogóle, powiedzieć córce, że jej ojciec wcale nie jest jej ojcem i w końcu o tym, jak bardzo boję się zmian. A w końcu jedyne co w życiu jest pewne, to właśnie zmiany…

*****************

Od Tamtego dnia minęły dwa miesiące. Nasze fizyczne rany się zagoiły, ale psychiczne wciąż były rozdrapywane. W moim przypadku były to nieprzespane noce, spowodowane widokiem mordercy po każdym zamknięciu oczu, oraz patrzenie na bliznę pozostawioną przez skalpel. Kate zachowywała się podobnie, z tym, że ja swoją bliznę mogłam zakryć ubraniem i nie patrzeć na nią cały dzień. Ona musiała znosić jej widok 24 godziny na dobę, z wyjątkiem chwil, w których przeprowadzała sekcję zwłok, co ostatnio zdarzało się coraz częściej. Rozumiałam ją. Kiedy zakładała lateksowe rękawiczki stawała się zupełnie innym człowiekiem, znów była sobą. Po Tamtym dniu coś w niej pękło. Zmieniła się. Nie była już tą Kate, którą znałam i było mi z tym źle. Obwiniałam się o to, co się stało. W końcu próbowała mnie uratować, a tymczasem sama skończyła jako ofiara.


Raźnym krokiem weszłam do kostnicy, gdzie czekały na mnie zwłoki. Kiedy przekroczyłam próg pomieszczenia, stanęłam jak wryta.
- Kate, jestem w stanie wiele zrozumieć i jestem osobą niezwykle tolerancyjną, ale myślę, że nekrofilia do ciebie nie pasuje – powiedziałam spokojnie, patrząc jak Kate robi usta-usta nieboszczykowi. – Mówię poważnie. Sergei nie byłby zadowolony, gdyby cię teraz zobaczył.
- Na miłość Boską – krzyknęła Kate. – On żyje! Zadzwoń po pogotowie!
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nieczęsto zdarzało się, że przywozili do nas żywe osoby. No dobra, raz była taka sytuacja, ale żeby tak po raz kolejny? Jak w transie wybrałam numer pogotowia i opowiedziałam, co się stało. Kiedy skończyłam rozmowę, Kate uciskała mu klatkę piersiową.
- Ma niedrożność dróg oddechowych – powiedziała. – To może być skurcz oskrzeli. Gdzie ta karetka?
- Będą za pięć minut – oznajmiłam.
- Ktoś musi wykonać konikotomię. Może ty? – spytała. – Skoro już tu jesteś, możesz to zrobić.
- Okej – powiedziałam i podeszłam do mężczyzny leżącego na stole. – Znajdź mi wąską rurkę – rozkazałam i wzięłam do ręki skalpel. Zawahałam się. Odkąd zabiłam pacjentkę, nie lubiłam pracować na żywych ludziach. Napięłam skórę na szyi i poprzecznie przecięłam więzadło pierścienno-tarczowe. – Potrzebuję rurki!
- Mam – krzyknęła Kate i podbiegła do mnie, wręczając mi plastikową rurkę.
- Ty to zrób – powiedziałam, wskazując na otwartą tchawicę.
- Co?
- Po prostu to zrób! Ja nie mogę, mam kaszel, mogę go zarazić. Powiem ci, jak to zrobić. Weź rurkę i włóż ją w otwór. Tak, dobrze – powiedziałam, kiedy Kate zrobiła wszystko, tak jak trzeba. – A teraz zacznij dmuchać, tak, jakbyś nadmuchiwała balon, tylko delikatniej.
- Chyba się udało – powiedziała uradowana Kate, kiedy mężczyzna zaczął powoli otwierać oczy. – Już dobrze, żyjesz – uśmiechnęła się do niego, a on złapał ją za rękę, dziękując za uratowanie życia. W tym samym momencie do kostnicy wkroczyli ratownicy medyczni.
- To było ekscytujące – powiedziała Kate, kiedy zostałyśmy same.
- Tak, zapomniałam już, jak wspaniale jest ratować ludzkie życie.
- I miło jest uratować kogoś tak przystojnego.
- Czyli gdyby był brzydki pozwoliłybyśmy mu umrzeć? – spytałam, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie – zaśmiała się, a ja pojechałam do domu.



Tommy miał dzisiaj wrócić wcześniej i mieliśmy zjeść, od dawna wyczekiwaną, romantyczną kolację. Oczywiście przygotowaniem zajął się Tommy. Ja nie potrafiłam gotować.
- Tommy, już jestem – zawołałam, przekraczając próg naszego mieszkania.
- Okej, zaraz siadamy – krzyknął entuzjastycznie, a mnie uderzyła woń pieczonego kurczaka. Od dawna nie jadłam prawdziwej kolacji.
- Pięknie pachnie – pochwaliłam go i pocałowałam. – Aż mam ochotę na coś więcej.
- Najpierw kolacja – powiedział Tommy i odsunął mnie od siebie. Westchnęłam. Od dawna nie było między nami tak jak dawniej.
Zasiadłam do pięknie zastawionego stołu, a Tommy postawił na nim pieczeń. Jedliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie chciało poruszać kwestii, która była nieunikniona.
- Dlaczego to przede mną ukrywałaś? – spytał z żalem Tommy, przerywając w ten sposób niezręczną ciszę. – Jak mogłaś z tym żyć przez tyle lat?
Milczałam przez chwilę, po czym wyrzuciłam z siebie wszystko to, co dręczyło mnie od piętnastu lat.
- Myślisz, że było mi z tym łatwo? Przez piętnaście lat starałam się o tobie zapomnieć, jednocześnie patrząc, jak owoc naszego związku rośnie i staje się coraz bardziej podobny do ciebie. Jak myślisz, co czułam, kiedy patrząc w jej oczy widziałam ciebie? Nie mogłam cię nienawidzić, bo w ten sposób nienawidziłabym również jej. Sprawiłeś, że moje życie było piekłem. Za każdym razem, kiedy Lacey coś się stało, modliłam się, żeby Todd nie odkrył prawdy. A kiedy już wszystko sobie poukładałam, kiedy patrząc na nią, przestawałam widzieć twoją twarz, ty wróciłeś, jak jakiś stary koszmar i sprawiłeś, że moje życie znowu stało się piekłem! A potem chciałeś mnie odzyskać i udało ci się! Rozkochałeś mnie w sobie! Miałeś się nigdy nie dowiedzieć, ale… - w kącikach moich oczu pojawiły się łzy.
- Ale, co? – spytał Tommy, otaczając się murem zbudowanym z gniewu i złości.
- Umierałam… nie mogłam pozwolić, żeby ktoś ją zabrał. Myślałam, że to koniec mojego życia i musiałam ci powiedzieć. Musiałeś poznać prawdę, bo… - rozpłakałam się. – Lacey nie jest niczemu winna.
- Lacey… - szepnął Tommy, dopiero teraz zaczynając kojarzyć fakty. – Moja babcia…
- Tak – pokiwałam głową. – Zawsze opowiadałeś jaką cudowną była kobietą. Chciałam, żeby moja… nasza córka nosiła imię kogoś wspaniałego.
Poczułam, jak coś spadło na moją stopę. To była cegła. Cegła z muru, którym otoczył się Tommy. Widziałam jak na mnie patrzył. W jego oczach znów zagościła miłość.
- Jesteś wspaniałą kobietą – powiedział w końcu. – Ale zrobiłaś coś strasznego i wybaczenie ci tego nie będzie łatwe. To będzie bardzo trudne. Będziemy musieli pracować nad tym każdego dnia, ale chcę tego, ponieważ zależy mi na tobie. Pragnę cię całej, na zawsze ty i ja, każdego dnia. Jesteś miłością mojego życia, prawdziwą, która niszczy i buduje, sprawia, że mam ochotę żyć, gdy jesteś obok mnie i umrzeć, gdy jesteś daleko, która sprawia, że jestem tym, kim jestem i…
Przerwałam mu pocałunkiem. Podobno to najlepszy sposób na uciszenie kobiety. No proszę, na mężczyzn też działa.
- Kocham cię, Tommy. Szaloną miłością i wiem, że to trudne, ale z czasem wybaczenie przyjdzie samo, a tymczasem…
Znów go pocałowałam. Zmierzaliśmy do sypialni, zdejmując z siebie ubrania. Kiedy już prawie byliśmy w łóżku, Tommy przerwał pocałunek i odsunął się ode mnie.
- Przepraszam – szepnął. – Nie mogę. Jeszcze nie teraz – powiedział i wrócił do kuchni.
Ja tymczasem opadłam na łóżko i ściągnęłam perukę. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.


*****************


Siedziałam w swoim gabinecie, czekając aż Ethan zdeklaruje gotowość do sekcji, kiedy w drzwiach pojawiła się Kate. Uśmiechała się.
- Chodź, nasz medyczny cud chce nam podziękować – powiedziała i opuściła mój gabinet. Zaskoczona, ruszyłam za nią.
Mężczyzna czekający na nas w recepcji był o wiele bardziej przystojniejszy, niż kiedy widziałam go po raz ostatni.
- Żywy jest dużo bardziej seksowniejszy – szepnęłam, a Kate tylko się uśmiechnęła.
- Witam, jestem doktor Murphy – podała mu rękę.
- Pamiętam cię – powiedział i przytulił ją. – Pani też dziękuję, pani doktor – uśmiechnął się i ruszył w moją stronę. Uściskał mnie i muszę się wam przyznać, że podobało mi się to tak bardzo, że przez chwilę zapomniałam o Tommym. Facet był cholernie przystojny, a jego uścisk tak przyjemny, że miałam wrażenie, że zaraz się rozpłynę. Tak się jednak nie stało. Ze smutkiem wyślizgnęłam się z jego uścisku, a on sięgnął po coś do kieszeni kurtki.
- To dla ciebie – podał mi pudełeczko. – Słyszałem, że to ty zrobiłaś cięcie.
- To nic takiego – machnęłam ręką. – Jak twoje gardło?
- Trochę boli. Poza tym, czuję się świetnie. Mam też coś dla ciebie – uśmiechnął się i podał jej pakunek. Nie czekając na nic, Kate go otworzyła. Zobaczyłam wyrzeźbioną dłoń.
- Jest piękna – zachwyciła się blondynka. – Kto jest artystą?
- Um… Ja – uśmiechnął się. – Nazwałem to: „Ręka, która leczy”. Podarowanie jej tobie wydaje się być odpowiednie.
- Dziękuję. Megan, mogłabyś… - machnęła delikatnie ręką, dając mi znak, że mam zostawić ich samych.
- Tak, jasne. Do zobaczenia później. Pamiętaj, że masz już chłopaka – szepnęłam jej do ucha i wróciłam do gabinetu.


***************


Następnego dnia był piątek. Obudziłam się obok Tommy’ego, patrząc na jego tors. Lubiłam to robić. Zwłaszcza teraz, kiedy prawie ze sobą nie żyliśmy. Leniwie przekręciłam się na drugi bok, żeby spojrzeć na wielki ścienny zegar. Nagle zerwałam się jak oparzona, co obudziło Tommy’ego. Było już po jedenastej. Oboje dawno powinniśmy być w pracy.
- ch****a – syknęłam, kiedy nie znalazłam mojej peruki. A mogłam przysiąc, że zostawiłam ją na szafce nocnej. – Widziałeś moją perukę? – spytałam Tommy’ego, który się przeciągał.
- Jest na stoliku nocnym – mruknął.
- Nie ma jej. Pomóż mi szukać.
- Może łatwiej byłoby powiedzieć wszystkim, że masz raka? – spytał, zaglądając pod łóżko.
- Już mam – uśmiechnęłam się. – Jest.
- Rozumiem, że nie chcesz straszyć Lacey, ale po co ukrywasz to przed przyjaciółmi?
- Pogodzę się z chemią, ale nie ze współczuciem – założyłam perukę. – Zrobimy tak, jak ja chcę.
Tommy spojrzał na mnie, po czym objął dłońmi moją głową i gwałtownym ruchem przesunął ją trochę w prawo.
- Była przekrzywiona – powiedział i znikł za drzwiami łazienki, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4652
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:33, 18 Paź 2013    Temat postu:

Dwa krótkie, ale to tylko mój jeden głos w dyskusji. Niech się inni wypowiedzą.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 3 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin