Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Body of Proof Sezon 4
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4651
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:27, 31 Maj 2014    Temat postu:

megan napisał:
(...) już niedługo ruszam z DH (...).


Czekam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
megan
Zdesperowany aktywista
Zdesperowany aktywista



Dołączył: 06 Paź 2012
Posty: 315
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:57, 13 Sie 2014    Temat postu:

Body of proof sezon 6 odcinek 6 „Konsekwencje cz. 2”

Kiedy się obudziłam, nie wiedziałam gdzie jestem. Czułam się jakby ktoś wyssał ze mnie całe życie. Byłam zmęczona i cała obolała. W pomieszczeniu, w którym się znajdowałam, było okropnie jasno, zamknęłam więc oczy i usiłowałam przypomnieć sobie ostatnie kilka godzin. Usłyszałam gwizd czajnika oznajmiający że zagotowała się woda. Dźwięk nasilił ból głowy.
- Cicho – jęknęłam.
Nie wiedziałam kto ze mną jest, ale w pomieszczeniu momentalnie zapanowała cisza.
- Chcę żeby było ciemno – dodałam. Po chwili otworzyłam jedno oko. W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej. Dopiero teraz zobaczyłam, że jestem w moim mieszkaniu. Leżałam na kanapie w salonie. Zobaczyłam idącą w moim kierunku postać.
- Zaparzyłem herbatę – powiedział Tommy i podał mi kubek z gorącym napojem. Miałam tak wiele pytań.
- Dziękuję – powiedziałam, biorąc od niego kubek i od razu wzięłam łyk napoju. Poczułam jak fala gorąca rozpływa się po moim ciele. – Co się stało?
- Przed czy po tym jak się upiłaś i postanowiłaś spędzić noc na mojej wycieraczce?
- O mój Boże – jęknęłam.
- Wiesz, mówiłaś dużo ciekawych rzeczy – uśmiechnął się.
Ponownie jęknęłam.
- Co takiego?
- Najpierw nazwałaś mnie skurczybykiem i powiedziałaś, że mnie nienawidzisz. Potem się rozpłakałaś i stwierdziłaś, że na mnie nie zasługujesz. Mówiłaś też coś o Riley, nie do końca zrozumiałem, bo strasznie bełkotałaś. Na koniec powiedziałaś że mnie kochasz i zasnęłaś na mojej kanapie.
Schowałam twarz w dłoniach. Było mi tak wstyd, że nie byłam w stanie spojrzeć Tommy’emu w oczy.
- To prawda? – spytał.
- Co?
- Kochasz mnie?
Milczałam. Bałam się odpowiedzieć na to pytanie. Bałam się jego reakcji, tego, że znowu mnie odtrąci.
- A ty? – odpowiedziałam pytaniem.
- Nie wiem – westchnął.
Jak to? Jak mógł nie wiedzieć? Ja wiedziałam.
- Chce mi się spać – powiedziałam, odstawiając kubek na stolik.
- Jasne – powiedział i wstał z kanapy. – Przyjdę do ciebie jutro. Odpoczywaj.

Zostałam sama. Zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć o tym, co właśnie usłyszałam. Wiedziałam, że odzyskanie Tommy’ego będzie trudne. Ale wiedziałam też, że wszystko jest tego warte. W końcu powieki zrobiły się strasznie ciężkie i usnęłam.

**************

Co jest gorsze? Nowe, potwornie bolesne rany czy stare rany, które powinny były wygoić się już dawno temu? Może stare rany nas czegoś uczą. Przypominają nam, gdzie byliśmy i co mamy za sobą. Uczą nas, czego unikać w przyszłości. Tak chcemy myśleć. Ale wcale tak nie jest. Niektóre błędy musimy powtórzyć wiele razy.
Mijały dni, ludzie przewijali się przez moje mieszkanie, ale mnie nie bardzo to obchodziło. Odwiedzali mnie wszyscy. Tommy, Kate, która już opuściła szpital, moja matka, Lacey która od pewnego czasu mieszkała u mojej matki, chyba raz widziałam nawet Curtisa. Dwa razy w tygodniu odwiedzał mnie psycholog, którego załatwił dla mnie Tommy. Podobno przechodziłam przez załamanie psychiczne. Też mi coś.
Wiele się zmieniło od kiedy upiłam się pod drzwiami Tommy’ego. Skończył się mój okres wypowiedzenia, nie chciałam wrócić do kostnicy, byłam więc bezrobotna, a do tego samotna. Więcej piłam, więc matka zabrała Lacey do siebie. Nie sprzeciwiałam się. Przynajmniej nie miałam powodu żeby wstawać rano i jakoś wyglądać. Całymi dniami leżałam na kanapie i piłam wino. Tommy twierdził że to niepokojące, ale co on tam wiedział. Jedyne co był w stanie mi powiedzieć, to że potrzebuje czasu i że pomoże mi wrócić do siebie. Dlaczego po prostu nie mógł mi wszystkiego ułatwić i odpowiedzieć na to głupie pytanie? No dobra, wiem, że nie było wcale głupie, ale to i tak go nie usprawiedliwiało. Albo się kogoś kocha, albo nie. Co tu więcej tłumaczyć?


Moje mieszkanie przeszyło pukanie do drzwi. Zastanowiłam się, kto usiłuje zakłócić mój spokój, ale nikt nie przyszedł mi do głowy. Tommy był u mnie przed południem, psycholog miał przyjść dopiero za dwie godziny, Kate była w pracy, a Lacey była z moją matką. Z braku wyboru postanowiłam otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu za drzwiami stała… Jadey, bratowa Tommy’ego.
- Możesz mi powiedzieć, co ty do jasnej cholery wyprawiasz? – spytała bez słowa wstępu.
- Ciebie też miło widzieć – odpowiedziałam ironicznie.
- Co ty sobie wyobrażasz?
- A o co dokładnie ci chodzi? – burknęłam.
- To zrobiłaś aż tyle głupot, że nawet nie wiesz o którą mi chodzi?
Jęknęłam.
- Nie mam ochoty na kazanie.
- No to masz problem, bo nie wyjdę, dopóki mnie nie wysłuchasz.
- O Boże – mruknęłam.
Usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy.
- Jak chcesz coś do picia do sobie zrób – wskazałam ręką na kuchnię. – Chyba że chcesz wina, to mam przy sobie.
Jadey spojrzała na kilka butelek wina stojących za kanapą i szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. Chwyciła kilka z nich i ruszyła w stronę kuchni, zanim zdążyłam zareagować.
- Gdzie masz korkociąg? – spytała. – A z resztą – szepnęła zanim zdążyłam odpowiedzieć i rozbiła pierwszą butelkę o kant zlewu. Powoli wylała zawartość pierwszej butelki do zlewu i wzięła do ręki drugą.
- Hej! – krzyknęłam. – Co ty wyprawiasz?!
- To co mój dobroduszny szwagier powinien był zrobić już dawno temu! Był dla ciebie zbyt dobry! Zawsze podziwiałam jego złote serce, ale czasami każdy musi się postawić. Pozwalał ci na zbyt wiele. Kiedy usłyszałam co się z tobą dzieje musiałam zareagować! Co ty najlepszego wyprawiasz?! Jak możesz odtrącać najlepszego faceta na świecie?! Jak możesz zamykać się przed całym światem?! Co z twoją córką?! Spójrz na siebie i zadaj sobie pytanie: jak długo zamierzam to ciągnąć? Kiedy wreszcie przejrzysz na oczy?!
- Hej! To Tommy ze mną zerwał! – warknęłam.
- Myślisz że nie żałuje?! Codziennie rozmawiając z Arthurem mówi mu, jak bardzo bez ciebie cierpi! To wszystko go wykańcza!
- Więc dlaczego on mi tego nie powie?! Byłam u niego, powiedziałam mu, że go kocham, że nie potrafię bez niego żyć, chciałam żeby wrócił!
- Byłaś pijana! Spójrz na siebie! Na to puste spojrzenie w oczach, na wątłe ciało, oklapnięte włosy. Brak w tobie chęci do życia! Jesteś wrakiem człowieka, a on to widzi i nie chce cię do niczego zmuszać! Jesteś słaba, nie masz siły żeby walczyć! Podziwiam go, że sam próbuje cię uratować. Ja już dawno umieściłabym cię w szpitalu specjalistycznym, ale on jest za słaby żeby cię do czegokolwiek zmusić! No – powiedziała, kiedy w moim mieszkaniu nie została już żadna pełna butelka z winem. – A teraz porozmawiamy.
- Teraz? – spytałam spokojnie. Jadey dała mi do myślenia. – To co to miało być to przed chwilą?
- Wstęp do rozmowy – ucięła krótko. – Posłuchaj mnie, musisz coś zrobić ze swoim życiem, musisz skończyć z piciem, musisz wyjść z domu, przebywać z ludźmi, wrócić do pracy, do życia. Dopiero wtedy możesz myśleć o powrocie do Tommy’ego. Rozumiesz o czym mówię? Musisz dać sobie czas – powiedziała spokojnie. - Nie możesz mieć wszystkiego od razu.
- Jak? – spytałam opadając na kanapę. Nagle poczułam się okropnie mała w porównaniu do otaczającego mnie świata. Czułam się… słaba.
- Na początek idź do łazienki i zrób coś ze swoimi włosami, ja tymczasem posprzątam w kuchni, a potem… potem coś wymyślę – uśmiechnęła się do mnie delikatnie dając mi do zrozumienia że jest tu ze mną i dla mnie. Może to się Wam wydać dziwne, ale stojąc tak i patrząc na krzątającą się w mojej kuchni Jadey poczułam, że nie jestem sama. Że mam kogoś, kogo mogę nazwać prawdziwą przyjaciółką. Na kogo mogę liczyć. Uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Wiedziałam że ostatnio się zaniedbałam, ale nie sądziłam, że było aż tak tragicznie. Potargane, przetłuszczone włosy, sine oczy i spierzchnięte usta.
- Boże, dlaczego ja sobie to robię? – spytałam samą siebie.
- Bo jesteś głupia – odpowiedziało moje odbicie. Prychnęłam i odkręciłam wodę. Wzięłam gorący prysznic. To było lepsze niż niejedna kuracja lecznicza. Kiedy wyszłam z łazienki czułam się jak nowo narodzona.
- No i teraz wyglądasz jak człowiek – ucieszyła się Jadey na mój widok.
- Dzięki – uśmiechnęłam się pokazując jej język, a Jadey podsunęła mi talerz z jajecznicą.
- Zjedz coś porządnego, a potem pójdziemy na zakupy.
- Zakupy? To znaczy… mam wyjść z domu?
- Kochana, nic tak nie poprawia humoru kobiecie jak porządne zakupy. To dowiedzione naukowo – uśmiechnęła się, a ja się zaśmiałam.


***********


Zakupy z Jadey faktycznie były dobrą terapią. Już po upływie godziny czułam się o niebo lepiej. W końcu byłyśmy tak wykończone, że udałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i lody.
Siedziałyśmy przy stoliku, a ja grzebałam łyżeczką w lodzie.
- I co teraz? – spytałam.
- To znaczy?
- Jaki jest następny krok? – spytałam. – Udało ci się doprowadzić mnie do porządku, wyciągnęłaś mnie z domu, ale co teraz? Jak mam odzyskać Tommy’ego?
- Ty to byś chciała mieć wszystko od razu, a tak się nie da – powiedziała biorąc łyk kawy. – Pomogłam ci na początek, teraz musisz…
Ale już jej nie słyszałam. Świat zdawał się zatrzymać. Wstrzymałam oddech. Do kawiarni wszedł on. Mężczyzna którego już nigdy nie spodziewałam się zobaczyć.
- O mój Boże – szepnęłam.
- Co? – zaciekawiła się Jadey, ale nie zwróciłam na nią uwagi. Wstałam z krzesła i podeszłam do mężczyzny, który teraz stał w kolejce.
- Jesteś odważny – powiedziałam. – Pokazujesz się w miejscach publicznych jakby nic się nie stało.
- Megan – uśmiechnął się Trent Marsh. – Nawet nie wiesz, jak miło cię widzieć.
- Znowu będziesz udawał że to tylko przypadek, że się spotkaliśmy?
- Nie zamierzam niczego udawać – uśmiechnął się. – Nie spodziewałem się ciebie spotkać. Ostatnio trudno na ciebie trafić. Co się stało?
- Naprawdę myślisz, że będę z tobą rozmawiała o moim życiu? Już to przerabialiśmy.
- Więc dlaczego tu jesteś? Dlaczego po prostu nie zignorowałaś mojej obecności? – spytał, a mnie lekko zatkało, zaraz jednak wróciłam do siebie.
- Chyba chciałam ci podziękować, no wiesz… za uratowanie mi wtedy życia.
- To była czysta przyjemność – uśmiechnął się do mnie. – Nie mógłbym sobie wybaczyć, gdybyś wtedy zginęła, zbyt wiele dla mnie znaczysz.
Nie wiedziałam o co dokładnie mu chodziło, ale z doświadczenia wiedziałam, że czasem lepiej nie wiedzieć niektórych rzeczy.
- Szkoda, że okazałeś się być socjopatą, może gdyby tak nie było, nie skończyłabym na jednej terapii - wypaliłam, a po chwili tego żałowałam. Co ja wyprawiam? Jeszcze chwila i zacznę mu się zwierzać.
- Wierz lub nie, ale nie żałuję tego, co zrobiłem.
- Znowu do tego wracamy – powiedziałam. – Nie chcę tego słuchać, nie po tutaj jestem.
- Więc nie zadzwonisz do swojego chłopaka gliniarza?
Wzięłam głęboki oddech.
- On już nie jest moim chłopakiem.
- Och – Marsh wydawał się być zaskoczony. Czyżby naprawdę o tym nie wiedział? – Przykro mi. Co się stało?
- O nie – zaczęłam kręcić głową. – Tym razem nie uda ci się ta sztuczka. Koniec ze zwierzaniem się. Żegnaj – powiedziałam, po czym ruszyłam w stronę stolika przy którym siedziała Jadey.
- Megan, zaczekaj – powiedział Marsh i chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się. – Przepraszam. Czasami nie potrafię wyzbyć się nawyków psychiatry.
- O co ci chodzi? – syknęłam.
- Dużo o tobie myślałem i… - wcisnął mi do ręki jakąś kartkę. – To mój numer telefonu… gdybyś chciała porozmawiać…
Odsunęłam się od niego, jakby poraził mnie prąd.
- Posłuchaj… uratowałeś mi życie i jestem ci za to wdzięczna, ale jeśli liczysz na coś więcej… zapomnij.
Odeszłam. Tym razem nie zatrzymana przez nikogo podeszłam do Jadey.
- Chodźmy stąd – powiedziałam i wyszłam z kawiarni nie oglądając się za siebie.

*****************

- Jesteś dzisiaj dziwnie milcząca – powiedział mój psychiatra, kiedy godzinę później siedziałam na kanapie w moim mieszkaniu zwinięta w kłębek.
- Miałam dzisiaj przykre spotkanie – mruknęłam.
- Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie. Raczej nie – zacisnęłam usta.
- Więc… może wrócimy do rozmowy o Tommym? Ostatnio mało o nim mówiłaś.
Milczałam. Nie miałam pojęcia co miałabym mu powiedzieć.
- Wie pan, chirurgów łączy jedno – przełamałam się w końcu. - Być może wynika to z dumy lub charakteru. Prawdziwy chirurg nigdy nie przyzna, że potrzebuje pomocy. Chirurdzy nie muszą prosić o pomoc. Są twardzi, to kowboje. Nieokrzesani, zatwardziali – tak przynajmniej chcemy myśleć. Ale prawda jest taka, że tak jak każdy potrzebujemy pomocy. Zapominamy o własnym życiu, o potrzebach, o bliskich nam ludziach. Zaniedbałam córkę, mężczyzna którego kochałam mnie opuścił. Ratowałam ludzkie życia, ale kto uratuje moje?
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Może i w to wierzę. W całe to gadanie o "stworzonych dla siebie". Czemu by w to nie wierzyć? Kto nie chce więcej romantyzmu w swoim życiu? Może to po prostu zależy od nas. Pojawić się i być dla siebie stworzonymi. Wtedy przynajmniej dowiesz się na pewno, czy jesteście dla siebie stworzeni, czy nie. A Tommy był, był dla mnie, a ja byłam dla niego, ale to się rozpadło… Nie bez powodu mówiłam o szczęściu w samotności. Nie myślałam, że będę wtedy szczęśliwa. Myślałam, że jeśli kogoś pokocham i nic z tego nie wyjdzie, będę w stanie sobie z tym poradzić. Łatwiej jest być samemu. Ale co jeśli nauczyłeś się, że potrzebujesz miłości, a potem jej nie doświadczasz? Można coś takiego w ogóle przeżyć? Utrata miłości jest jak martwica, jak umieranie, z tym że śmierć się kończy, a to? Może trwać wieczność… I wiem jedno. Jeśli jest jedna rzecz gorsza od bycia z Tommym, to jest nią nie bycie z nim.

********************

- Odwiedziła mnie dzisiaj Jadey – powiedziałam, kiedy Tommy wszedł do mojego mieszkania.
- Naprawdę? – zdziwił się. – Co chciała?
- Doprowadzić mnie do życia – powiedziałam, podchodząc do niego. – Myślę, że jej się udało – uśmiechnęłam się.
- Wow – Tommy otworzył oczy ze zdumienia. – Ty…
- Byłam u fryzjera i kosmetyczki, zrobiłam zakupy, a w moim domu nie ma ani jednej butelki z alkoholem – powiedziałam dumnym tonem.
- To niesamowite – zaśmiał się Tommy. – Przez miesiąc nie udało mi się dokonać tego, co jej w jeden dzień – kręcił głową z niedowierzaniem.
- To się nazywa kobieca siła – uśmiechnęłam się i wzięłam od niego torby z zakupami.
Usłyszałam jak Tommy mruczy pod nosem: ona się uśmiecha.


Rozpakowałam torby z zakupami, zrobiłam nam kolację, a potem usiedliśmy na kanapie. Siedziałam przytulona do Tommy’ego, zastanawiając się, jak wyrazić to, co chcę mu przekazać, kiedy nagle spłynęło to na mnie, jak wena na pisarza.
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się całowaliśmy – powiedziałam. - Bo nikt nie wie, że ten właśnie pocałunek będzie ostatni. Człowiek myśli, że miłość będzie trwać wiecznie, ale tak nie jest.
- Megan….
- Nie, daj mi skończyć – powstrzymałam go. - Bo nigdy nie myślisz, że ostatni raz jest ostatnim razem. Myślisz, że będzie więcej. Myślisz, że masz wieczność, ale nie masz. Potrzebuję znaku, że coś się zmieni, potrzebuję powodu, żeby iść dalej. Potrzebuję jakiejś nadziei.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę.
- Ja… - zaczęłam, ale Tommy mi przerwał.
- Ciii… nic nie mów – szepnął i odgarnął mi włosy z czoła.
Potem… potem nie było już nic. Tylka ja i on. Jedna dusza rozdzielona na dwie osoby. Ta chwila zdawała się trwać wiecznie. Po raz pierwszy od bardzo dawna, było po prostu idealnie.
I wtedy to się stało. Poczułam, jak Tommy zsuwa się z kanapy.
- Tommy? – spytałam, nie wiedziałam, co się działo. W jednej chwili wszystko było w jak najlepszym porządku, a w drugiej… - Tommy, co się dzieje? Tommy?
Teraz leżał na ziemi, sprawdziłam funkcje życiowe, wszystko wydawało się być w porządku, ale wiedziałam, że nikt nie mdleje bez przyczyny. Wezwałam pogotowie, a potem przywarłam policzkiem do jego klatki piersiowej.
- Zabraniam ci umierać. Jeśli zostawisz mnie z Lacey i moją matką… jeśli odejdziesz w momencie, w którym wszystko zaczęło się układać… przysięgam, że wytropię cię w najciemniejszym zakątku piekła i policzę się z tobą. Słyszysz mnie? – zaniosłam się płaczem. – Kochanie…


Powiedziałeś to? „Kocham cię… Nie chcę żyć bez ciebie… Zmieniłaś moje życie…” Powiedziałeś to? Robisz plany… Zdobywasz cele… Zmagasz się z tym. Rozkoszuj się tym, bo to jest to; to wszystko może zniknąć jutro.

*****************

To dzieje się w drugim tygodniu maja. Mój tata zsyła na mnie rzeczy, które zmieniają moje życie. Nie zawsze są to jednak złe rzeczy. Czasami, są to najgorsze rzeczy jakie kiedykolwiek przeżyłam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mikołajek
Administrator
<i>Administrator</i>



Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 4651
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 50 razy
Skąd: Poznań - Piątkowo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:26, 13 Sie 2014    Temat postu:

Przeczytane. Polubiłem Jadey.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Desperate Housewives / Gotowe na wszystko Strona Główna -> Desperacka twórczość własna Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin